Pieniądze w skarpetkach

Wszystko zgodnie z planem / Bartosz Balcarek dba o prawidłowy przebieg produkcji skarpet Spox Sox.
Wtorek
12.02.2019
Produkcja nietypowych skarpetek to niszowy biznes. Ale opłacalny. Trzeba jednak wyróżnić się oryginalnymi projektami, żeby pokonać konkurencję.
 

Pol­ski rynek skar­pe­tek jest zdo­mi­no­wany przez tanie pro­dukty z Chin. Dla­tego nie­ła­two zaist­nieć w tej branży mło­dym przed­się­bior­com. Wielu się to jed­nak udało, dzięki ory­gi­nal­nym pomy­słom. Jed­nym z przy­kładów bizne­so­wego suk­cesu jest marka Zoo­ksy. Firma powstała w stycz­niu 2014 roku. Daria Sko­piń­ska i Domi­nik Pięta naj­pierw zako­chali się w sobie, a potem doszli do wnio­sku, że chcą zało­żyć też razem biznes. – Moja mama pro­wa­dzi firmę zaj­mu­jącą się far­bo­wa­niem skar­pet, a tata Domi­nika jest udzia­łow­cem rodzin­nej firmy pro­du­kującej skar­pety od pra­wie 20 lat. Mie­li­śmy inne plany na życie, ja pra­co­wa­łam w domu medio­wym, a mąż w fir­mie z branży budow­la­nej. Na pro­duk­cję skar­pet namó­wił nas tata Domi­nika, ponie­waż chciał, żeby­śmy w przy­szło­ści zajęli się pro­wa­dze­niem rodzin­nej firmy „Pięta”. Nie było to speł­nie­niem naszym marzeń, ale posta­no­wi­li­śmy spró­bo­wać – opo­wiada Daria Sko­piń­ska-Pięta.

Wró­cili z War­szawy do Łowi­cza, kupili trzy maszyny, wyna­jęli halę na tere­nie firmy Pięta i posta­no­wili stwo­rzyć markę Zoo­ksy.
Na początku nie było łatwo, musie­li­śmy nauczyć się wszyst­kiego od pod­staw, nie obyło się bez wpa­dek i wielu błę­dów. Wszy­scy nama­wiali nas do stan­dar­do­wego pro­wa­dze­nia firmy, suge­ro­wano nam stare metody sprze­daży i pod­su­wano tra­dy­cyjne kanały dys­try­bu­cji: hur­tow­nie, mar­kety, małe sklepy. To nas jednak nie krę­ciło, było nudne, mało opła­calne, a w szcze­gól­no­ści nie dawało nam satys­fak­cji. Posta­wi­li­śmy na wła­sne pomy­sły i odważ­nie wkro­czy­li­śmy w zupeł­nie nowe kie­runki pro­duk­cji. Stwo­rzy­li­śmy markę Zoo­ksy Kolo­rowe Skar­petki z Pol­ski, jedną z pierw­szych w kraju, która miała w swo­jej ofer­cie odważne, kolo­rowe i nie­stan­dar­dowe skar­pety – opo­wiada Daria Sko­piń­ska-Pięta.

Sushi skar­petki

Zaczęli kupo­wać coraz wię­cej maszyn pro­duk­cyj­nych. Posta­no­wili też sku­pić się na pro­jektach indy­wi­du­alnych dla marek odzie­żo­wych i firm pry­wat­nych. Do tej pory powstało kil­ka­set takich pro­jektów. Cały czas myśleli też o tym, jak się wyróż­nić.
 – Pew­nego dnia, pod­czas lun­chu z naszym zna­jo­mym Cypria­nem Iwu­ciem wpa­dli­śmy na pomysł, aby zro­bić coś zupeł­nie sza­lo­nego, mia­no­wi­cie „sushi skar­petki”. Wszy­scy zna­jomi po fachu uwa­żali nas za waria­tów, prze­ko­ny­wali, że to, co chcemy stwo­rzyć, jest trudne, że nikt tego nie kupi, a także, że jest to zbędny bajer i szkoda naszej pracy. Na szczę­ście pomy­lili się. Skar­petki sushi pod­biły serca ludzi na całym świe­cie, sprze­da­wane są w całej Euro­pie, Sta­nach Zjed­no­czo­nych, Kana­dzie, a nawet tra­fiają do Japo­nii – opo­wiada Daria Sko­piń­ska-Pięta. Po „Sushi Socks Box”, czyli skar­petkach uło­żo­nych w opa­ko­wa­niu w taki spo­sób, że do złu­dze­nia przy­po­mi­nają sushi, powstały także „Pizza Socks Box”, a naj­now­szy pro­jekt to „Jar Socks”, czyli skar­pety naśla­du­jące prze­twory zamknięte w sło­iku.

Pomy­sło­dawcy Zoo­ksy zna­leźli dla sie­bie także jesz­cze jedno pole do popisu.
 – Cztery lata temu przy­pad­kiem tra­fił do nas Igor Kone­fał, mene­dżer parku tram­po­lin 646 w War­sza­wie. Szu­kał pro­du­centa, który będzie mógł stwo­rzyć skar­pety anty­po­śli­zgowe do Han­garu 646. I tak po wielu mie­siącach wspól­nej pracy, ogrom­nej licz­bie testów, poszu­ki­wa­niach naj­lep­szych mate­ria­łów i maszyn, otwo­rzyliśmy swoją wła­sną dru­kar­nię sito­dru­kową, wyspe­cja­li­zo­waną w pro­duk­cji skar­pet anty­po­śli­zgo­wych do par­ków tram­po­lin. Pro­jektujemy skar­pety, pro­du­kujemy je oraz dru­ku­jemy war­stwę anty­po­śli­zgową w jed­nym miej­scu – opo­wiada Daria Sko­piń­ska-Pięta.
Dzi­siaj Zoo­ksy zaopa­truje ok. 80 proc. par­ków tram­po­lin w Pol­sce, ma też klien­tów za gra­nicą, m.in. w Niem­czech oraz Hisz­pa­nii.

Nie do pary

W 2014 roku Adrian Mora­wiak i Maciej But­kow­ski stwo­rzyli Many Mor­nings, firmę spe­cja­li­zu­jącą się w skar­petkach… nie do pary.
Moi rodzice mają dzie­wiar­nię i od 25 lat pro­du­kują skar­petki. Dzięki ich pomocy mie­li­śmy zapew­nione pełne zaple­cze tech­no­lo­giczne i mogli­śmy sku­pić się na two­rze­niu uni­kal­nych wzo­rów – opo­wiada Adrian Morawiak.
 Od czasu do czasu wyko­ny­wał zabawne skar­petki dla zna­jo­mych jako pre­zent.
 – Ludzie zawsze zwra­cali uwagę na te eks­pe­ry­menty, podo­bały się także zna­jo­mym – dodaje. Z wykształ­cenia jest psy­cho­lo­giem. Nato­miast Maciej But­kow­ski, foto­graf, zawsze marzył o wła­snym bizne­sie. Znali się od lat i posta­no­wili połą­czyć siły. Pierw­sze kilka maszyn, w listo­pa­dzie 2014 roku wydzier­ża­wili od taty Adriana. Przy kolek­cji świą­tecz­nej two­rzyli skar­petki nie do pary – jedną zdo­biły ryby, a drugą łuski. Seria sprze­dała się szybko, a jej twórcy osta­tecz­nie doszli do wnio­sku, że warto pójść wła­śnie w kie­runku asy­metrycz­nych skar­pe­tek. Niby jedna do dru­giej nie pasuje, ale jed­nak coś je łączy.
 – Od prawie dwóch lat two­rzymy wyłącz­nie skar­petki nie do pary. Cały czas pro­du­kujemy w zakła­dzie moich rodzi­ców, ale co rok doku­pu­jemy nowe maszyny – mówi Adrian Mora­wiak.
 Firma posta­wiła też na CSR, czyli tzw. spo­łeczną odpo­wie­dzial­ność biznesu.
 – Od początku zakła­da­li­śmy, że jeżeli biznes pozwoli nam gene­ro­wać zyski, to będziemy się nimi dzie­lić z innymi. Dla­tego stwo­rzy­li­śmy akcję SHARE A PAIR, która pole­gała na tym, że zakup każ­dej pary skar­pe­tek skut­ko­wał wysła­niem kolej­nej pary dla potrze­bu­ją­cych. Udało nam się prze­ka­zać bli­sko 100 tys. par skar­pet. Jed­nak nasze moce pro­duk­cyjne oka­zały się być za małe na dodat­kową pro­duk­cję, więc zmie­ni­li­śmy for­mułę i teraz prze­zna­czamy 5 proc. docho­dów na akcje cha­ry­ta­tywne – mówi Adrian Mora­wiak.

Zabawy języ­kowe

Kolo­rowe skar­petki nie do pary pro­du­kuje rów­nież firma Spox Sox, która ruszyła na prze­ło­mie 2015 i 2016 roku.
 – Mie­li­śmy dość bia­łych, czar­nych i sza­rych skar­pe­tek, które są po pro­stu nudne. Sami nosi­li­śmy kolo­rowe skar­pety i doskwie­rał nam brak roz­bu­do­wa­nej oferty tego pro­duktu w Pol­sce. Kiedy roz­po­czę­li­śmy pierw­sze roz­wa­ża­nia nad star­tem biznesu, w Pol­sce można było kupić albo bar­dzo dro­gie skar­pety zagra­nicz­nych marek, albo zamó­wić wąt­pliwe jako­ściowo skar­pety z Chin. W taki spo­sób ziden­ty­fi­ko­wa­li­śmy swoją niszę i posta­no­wi­li­śmy roz­po­cząć pro­duk­cję skar­pet z odważną kolo­ry­styką, uni­kal­nym wzor­nic­twem, o bar­dzo dobrej jako­ści, ale w roz­sąd­nej cenie – opo­wiada Kon­rad Faj­fe­rek, współwła­ści­ciel Spox Sox.

Wcze­śniej nie miał poję­cia o pro­duk­cji skar­pet.
 – Byli­śmy laikami, dla­tego do startu dzia­łal­no­ści przy­go­to­wy­wa­li­śmy się bli­sko rok: pozna­wa­li­śmy spe­cy­fikę pro­duk­cji, pro­jektowaliśmy wzory, nawią­zy­wa­li­śmy kon­takty han­dlowe i budo­wa­li­śmy sklep inter­ne­towy – wspo­mina Kon­rad Faj­fe­rek.

Dzi­siaj zna­kiem roz­po­znaw­czym pro­duk­tów Spox Sox są zabawy języ­kiem pol­skim. Firma two­rzy skar­petki asy­me­tryczne, któ­rych wzory są inspi­ro­wane popu­lar­nymi powie­dze­niami, przy­sło­wiami czy też homo­ni­mami. Na przy­kład na jed­nej skar­petce wid­nieje owoc kiwi, a na dru­giej ptak kiwi.

Po nie­spełna dwóch latach dzia­łal­no­ści marka stała się roz­po­zna­walna w Pol­sce i zbu­do­wała silną pozy­cję za gra­nicą.
 – Przez ostat­nie trzy ata wysła­li­śmy nasze skar­petki do ponad 40 kra­jów na świe­cie, a w wielu z nich mamy sta­łych part­ne­rów han­dlo­wych. Nasze główne rynki zbytu to kraje Europy Zachod­niej, USA i Austra­lia. Nie bra­kuje rów­nież bar­dziej egzo­tycz­nych miejsc, takich jak: Bahamy, Fili­piny, Indo­ne­zja, Nowa Zelan­dia, Mek­syk, Kuwejt i wiele innych. Sprze­daż zagra­niczna gene­ruje u nas śred­nio 40-50 proc. obro­tów – mówi Kon­rad Faj­fe­rek.

Trudny biznes

Zda­niem pro­du­cen­tów skar­pe­tek w ich branży panuje ogromna kon­ku­ren­cja.
Nawet rynek kolo­ro­wych skar­pet, mimo dość wąskiej spe­cja­li­za­cji, cechuje się wysoką kon­ku­ren­cją. Tra­dy­cja włó­kien­ni­cza czę­sto prze­ka­zy­wana jest z poko­le­nia na poko­le­nie, a kolejne marki powstają przy zakła­dach nale­żą­cych do rodzi­ców, sta­no­wiąc świetne zaple­cze na start – mówi Kon­rad Faj­fe­rek.

Szcze­gól­nie woje­wódz­two łódz­kie sły­nie z dużej liczby firm pro­du­kujących skar­pety.
 – W samym Łowi­czu jest około 20 pro­du­cen­tów, więc kon­ku­ren­cja jest bar­dzo duża i trzeba się napra­co­wać, aby wyróż­nić się na tle innych. Wielu małych pro­du­cen­tów zamyka swoje hale pro­duk­cyjne, narze­ka­jąc na brak pracy oraz zala­nie rynku chiń­skimi pro­duk­tami – mówi Daria Sko­piń­ska-Pięta.

Stwo­rze­nie wła­snego zakładu pro­duk­cyjnego wymaga inwe­sty­cji rzędu co naj­mniej kilku milio­nów zło­tych.
 – Jedna maszyna do pro­duk­cji skar­pet kosz­tuje mię­dzy 30 a 120 tys. zł. Jeśli chcemy wypro­du­ko­wać 100 tys. par skar­pet w mie­siącu, musimy posia­dać park maszy­nowy zaopa­trzony w pra­wie 30 maszyn. A to tylko część kosz­tów wypo­sa­że­nia pro­duk­cji – zwraca uwagę Kon­rad Faj­fe­rek.

Dla­tego mło­dym przed­się­bior­com może się bar­dziej opła­cać wyna­jem wol­nych mocy pro­duk­cyj­nych w ist­nie­ją­cych już zakła­dach. Wiąże się to jed­nak z wie­loma ogra­ni­cze­niami.
 – Przede wszyst­kim jest to mało ela­styczne roz­wią­za­nie. Posia­da­jąc wła­sną linię pro­duk­cyjną, możemy wypro­du­ko­wać dowolną skar­petkę w dowol­nym cza­sie. Ponadto spę­dzamy mnó­stwo czasu na pro­jektowaniu i testo­wa­niu naszych pomy­słów. Nie byłoby takiej moż­li­wo­ści w wyna­ję­tym zakła­dzie. Kolejną barierą jest także mini­malna liczba zamó­wie­nia. Czę­sto należy zle­cić spore ilo­ści z danego modelu bez gwa­ran­cji, że on się spodoba i przyj­mie na rynku – mówi Adrian Mora­wiak.


Razem w życiu i biznesie / Daria Sko­piń­ska i Domi­nik Pięta naj­pierw zako­chali się w sobie, a potem doszli do wnio­sku, że chcą zało­żyć też razem biznes. Zajęli się produkcją skarpet.
Dominika Pronarska
dziennikarz

POPULARNE NA FORUM

Klient może spać spokojnie

czy dotyczy to umów frnczyzowych podpisanych listownie

1 wypowiedzi
ostatnia 11.09.2020
Monitoring sklepu w niewielkiej miejscowości

Teraz alarm to podstawa, nie wyobrażam sobie sklepu bez systemu alarmowego. My tez oczywiście go mamy.

36 wypowiedzi
ostatnia 07.09.2020
Planuję założyć własną działalność - od czego zacząć?

Z mojego doświadczenia wynika, że najważniejszy jest program do pełnej księgowości to zdecydowanie był świetny zakup.

31 wypowiedzi
ostatnia 20.05.2020
Prośba o pomoc w wypełnianiu ankiety do pracy licencjackiej

Szanowni Państwo, prowadzę badania wśród franczyzobiorców do pracy licencjackiej. Jeśli ktoś z Państwa zechciałby wypełnić moją krótką ankietę byłabym bardzo...

1 wypowiedzi
ostatnia 01.04.2020
Własny biznes z małym kapitałem

Szanowni Państwo, prowadzę badania wśród franczyzobiorców do pracy licencjackiej. Jeśli ktoś z Państwa zechciałby wypełnić moją krótką ankietę byłabym bardzo...

126 wypowiedzi
ostatnia 01.04.2020
Własny biznes z małym kapitałem

Drodzy, wielka prośba do osób, które prowadzą swoją działalność. Możecie wypełnić poniższą ankietę? Zajmie Wam to maks 1 min. Przygotowuje narzędzie, które ma...

126 wypowiedzi
ostatnia 23.03.2020
Praca magisterska - licencjacka o franchisingu

Witam, jestem studentką III roku finansów menedżerskich Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach i prowadzę badania do pracy licencjackiej na temat źródła finansowania...

208 wypowiedzi
ostatnia 18.02.2020
Franczyza

Jakie sieci handlowe nie blokują decyzji podejmowanych przez partnera? Chciałbym wejść na rynek, bo mam już pewne doświadczenie, ale właśnie boję się mocnego...

1 wypowiedzi
ostatnia 10.02.2020