Wtorek
28.07.2020
Macierzyństwo wcale nie musi być końcem kariery zawodowej. Wręcz przeciwnie – wiele kobiet dopiero po urodzeniu dziecka naprawdę rozwija skrzydła.
 

Kiedy kobieta zachodzi w ciążę, pracodawcy nie zawsze są zachwyceni. Jednak przykłady kobiet, które po urodzeniu dziecka rzuciły etat i poszły na swoje, pokazują, że wiele mam ma potrzebę rozwoju zawodowego. Matki to nie tylko doskonałe pracownice, ale i bizneswoman. Anielska cierpliwość, gotowość do robienia wielu rzeczy naraz – takich umiejętności im nie brakuje. W jaki biznes, będąc matką, warto się zaangażować?

  1. Blog parentingowy
  2. Pracownia fotograficzna
  3. Firma produkująca zabawki dla dzieci
  4. Sklep z zabawkami
  5. Sklep z ubrankami
  6. Zajęcia edukacyjne dla dzieci
  7. Zajęcia sportowe dla dzieci
  8. Gabinet dietetyczny
  9. Gabinet kosmetyczny

Biznes w internecie

Malwina Bakalarz, blogerka, youtuberka i autorka książek, której media społecznościowe obserwuje ponad pół miliona kobiet, o pisaniu bloga zaczęła myśleć podczas urlopu macierzyńskiego.

 Mój syn miał trzy miesiące, kiedy zaczęłam pisać blog. Zrobiłam to, ponieważ po kilku miesiącach spędzonych na urlopie macierzyńskim zaczęłam odczuwać nadwyżki energii. Oczywiście, mogłam zaangażować się w pracę, którą wykonywałam przed urodzeniem dziecka, ale miałam silną potrzebę dzielenia się tym, co zajmowało moją głowę, czyli synem. Na początku blog miał traktować tylko o ciuszkach i gadżetach dla dzieci. Nie chciałam pokazywać siebie na zdjęciach, a wpisy miały być typowo zakupowe. Ale już w pierwszym tekście wybrzmiałam ja jako matka. Poszłam za tym impulsem i tak Bakusiowo stało się opowieścią nie o ciuszkach i gadżetach, tylko o mnie  matce – opowiada Malwina Bakalarz.

Zaznacza jednak, że prowadzenie bloga to ciężka praca.

– Jeśli ma to być biznes, to bez pomocy się nie obejdzie. Czas, w którym byłam zmuszona łączyć macierzyństwo z biznesem, to były trudne chwile. Naznaczone wielkimi wyrzutami sumienia i poczuciem zaniedbywania na zmianę to dziecka, to biznesu, to znowu samej siebie – mówi Malwina Bakalarz.

Dodaje, że blog na urlopie macierzyńskim może być traktowany jako rozgrzewka przed wejściem w prawdziwy biznes.

– A kiedy się skończy, trzeba zakasać rękawy i poważnie wziąć się do roboty. Dla mnie to praca idealna. Nie muszę tracić czasu na dojazdy. Mogę w każdej chwili odejść od komputera do córeczki, którą zajmuje się w tym czasie niania. Rozwinęłam się wszechstronnie. Dzisiaj robię sesje zdjęciowe na poziomie profesjonalnych fotografów, napisałam dwie książki, nagrywam filmy oglądane przez setki tysięcy, a nawet miliony osób. Robimy to wszystko rodzinnie, tworząc przy okazji przepiękną pamiątkę dla kolejnych pokoleń. Nie wyobrażam sobie siebie w żadnej innej pracy – opowiada Malwina Bakalarz.

Twierdzi, że zarobki przy takiej działalności zależą od stopnia rozpoznawalności bloga i jakości publikowanych treści.

 Początkujące blogerki często działają w ramach rozliczeń barterowych, czyli na przykład robią wpis w zamian za zapas pieluszek. Przeważająca liczba blogów zarabia około kilku tysięcy złotych miesięcznie. A kilka najbardziej rozpoznawalnych generuje przychody zaczynające się od kwot pięciocyfrowych – mówi Malwina Bakalarz.

Dochodowe hobby

Życie na własny rachunek wybrała także Monika Ralcewicz-Ciaiolo, fotograf, właścicielka Studio Tutto. Od zawsze dusiła się w pracy na etacie, siedząc przed biurkiem w czterech ścianach.

 Mierziło mnie to, że o wszystko muszę pytać zwierzchników, planować urlop  w czasie, gdy firma miała przestój, konsultować czas wykorzystania pozostałych wolnych dni. Pamiętam, że pewnego razu spóźniłam się na pogrzeb krewnego, bo rano musiałam stawić się w pracy. Pamiętam, że nie mogłam chodzić na występy przedszkolne pierworodnego syna. Żyłam w monotonnym rytmie wystukiwanym przez godziny pracy – opowiada Monika Ralcewicz-Ciaiolo.

Przy tym zawsze marzyła o fotografii. Realizowała tę pasję nieustannie, fotografując dwójkę swoich dzieci, pragnąc w pięknych kadrach zatrzymać każdą chwilę ich dzieciństwa. Potem wpadła na pomysł założenia własnej działalności.

– Nie odbyłoby się bez wiary i wsparcia mojego męża, który nie tylko doceniał moje umiejętności fotograficzne, ale też od zawsze był wolnym ptakiem w życiu zawodowym i zachęcał mnie do podjęcia tego wyzwania – mówi Monika Ralcewicz-Ciaiolo.

Dzisiaj jej praca to nie tylko fotografowanie. Od wielu lat jest instruktorką w Akademii Fotografii Dziecięcej, gdzie koordynuje zaawansowany kurs – Uniwersytet Akademii, podczas którego wspiera swoją wiedzą, doświadczeniem i dobrym słowem mamy uczące się fotografii.

Jakiś czas temu jej jednoosobowa działalność przerodziła się w rodzinną spółkę. Wspólnie z mężem prowadzi także apartamenty dla turystów w Toruniu. Dzisiaj nie wyobraża sobie innego życia, ale początki były trudne.

– Był taki moment, na szczęście krótki, że przepracowana, cierpiąca na deficyt czasu, który mogłabym poświęcić swoim dzieciom i mężowi, nie wspominając już o sobie samej, uważałam, że praca na własny rachunek to niekoniecznie dobry pomysł dla mam. Własna działalność to czuwanie przez 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu i 365 dni w roku. To znacznie więcej pracy niż osiem godzin dziennie. Z drugiej jednak strony można ją wykonywać w dogodnym dla siebie czasie – nawet będąc na urlopie – mówi Monika Ralcewicz-Ciaiolo.

Zapewnia, że dzięki temu, że sama sobie jest szefem, może też brać czynny udział w życiu szkolnym i przedszkolnym swoich dzieci.

– Już nie pytam o zgodę nikogo, tylko wychodzę na występy najmłodszego syna, angażuję się w gimnazjalne życie pierworodnego dziecka i robię wesołą sesję foto klasie córki. Nie dotyczy mnie wyścig szczurów, z koleżankami fotografami nie rywalizuję, tylko współpracuję. Ponadto widziałam pierwsze kroki mojej trzeciej pociechy, i każdy etap jej rozwoju. Wcześniej sporo mnie ominęło. Kiedy ja pracowałam na etacie, moje dzieci rosły na oczach niani. Nie zamieniłabym dzisiaj swojego życia zawodowego na żadne inne – mówi Monika Ralcewicz-Ciaiolo.

Mama wynalazca

Często to dzieci są natchnieniem dla biznesowych pomysłów swoich mam. Tak było w przypadku Anny Skórzyńskiej, która na pomysł szumiącego misia wpadła pewnej nocy, spędzonej nad łóżeczkiem synka, który nie chciał zasnąć.

– Kiedy miał problemy z zasypianiem, zawsze pomagał mu dźwięk suszarki. Szum go uspokajał i od razu usypiał. Zresztą - jak się wtedy dowiedziałam - to dobrze znana rodzicom metoda. Odkurzacze, suszarki, okapy kuchenne - takie sprzęty świetnie sprawdzają się do usypiania dzieci. Dlaczego? Okazuje się, że maluchy jeszcze w brzuchu mamy od pierwszych miesięcy słyszą szum, m.in. wód płodowych, i stąd po urodzeniu tak bardzo lubią zasypiać przy tym dźwięku. Pomyślałam, że ten szum można schować do misia – opowiada Anna Skórzyńska.

Pierwsze Szumisie wyprodukowała razem z koleżankami po wielu miesiącach pracy. Ale ich drogi szybko się rozeszły.

 Zostałam tylko z nazwą Szumisie i własnym pomysłem. Wtedy spotkałam Marcina Gawrońskiego, mojego obecnego wspólnika. Cztery lata temu zaczęliśmy razem od nowa, a w czerwcu 2015 roku Szumisie wróciły na rynek – mówi Anna Skórzyńska.

Początkowo misie dostępne były tylko za pośrednictwem sklepu internetowego, ale po kilku miesiącach trafiły do pierwszych sklepów stacjonarnych. Obecnie są dostępne w blisko 300 sklepach stacjonarnych i sieciach handlowych. Po pół roku twórcy Szumisiów zdecydowali się też spróbować eksportować swoje produkty na zagraniczne rynki. W pierwszym roku misie, pod międzynarodowym brandem myHummy, trafiły do dziewięciu krajów, w kolejnym sprzedawały się już do 22 krajów, a w tym roku zaistniały już na 30 rynkach zagranicznych. 

Zdaniem Anny Skórzyńskiej, łącznie macierzyństwa z prowadzeniem biznesu wcale nie jest łatwe.

– Przyznam szczerze, że kiedy decydowałam się na własną firmę, wydawało mi się, że dzięki temu będę miała więcej czasu dla dzieci. Okazało się, że było zupełnie inaczej, przynajmniej na początku. Teraz jest już łatwiej, bo mamy większy zespół – mówi Anna Skórzyńska.

Przyznaje jednak, że Szumisie zrodziły się z potrzeby mamy i to właśnie dzieci dostarczały jej najwięcej pomysłów na ulepszanie produktów.

– Teraz naszą pierwszą testerką jest moja najmłodsza córeczka, Marysia – mówi Anna Skórzyńska.

Znany sklep z zabawkami

Mamy dobrze sprawdzają się też w prowadzeniu konceptów franczyzowych, których działalność spełnia różne potrzeby dzieci. Swoją ofertę m.in. do takich kobiet kieruje choćby Toy Planet.

– Nasz koncept franczyzowy to doskonałe wyjście dla kobiet, które wychowują dzieci, a jednocześnie chcą kontynuować karierę zawodową. Jeśli świeżo upieczona mama potrafi pogodzić obowiązki związane z wychowywaniem dzieci i prowadzeniem biznesu, to właśnie Toy Planet może być dla niej dobrym rozwiązaniem – mówi Wojciech Goduski, właściciel Toy Planet.

Dodaje, że wielu franczyzobiorców Toy Planet to właśnie kobiety będące matkami. Doskonale radzą sobie one w prowadzeniu biznesu oraz spełniają wszelkie warunki idealnego franczyzobiorcy.

 Szukamy partnerów, którzy mają zapał do prowadzenia własnego sklepu z zabawkami oraz posiadają kapitał na inwestycję. Tak naprawdę doświadczenie handlowe oraz branżowe nie jest dla nas najważniejsze przy wyborze partnerów biznesowych. Jako firma z wieloletnim doświadczeniem posiadamy pomysł na biznes, który pozwala na rozwinięcie pewnej i rentownej franczyzy. Branża zabawkarska jest na tyle prosta i przyjemna, że bez problemu nowy właściciel sklepu poradzi sobie z prowadzeniem działalności – tłumaczy Wojciech Goduski.

Toy Planet kieruje ofertę przede wszystkim do klientów, którzy dysponują kwotą niezbędną na inwestycję.
 Przy tym w zależności od formy własności i wielkości lokalu kwoty kapitału do zainwestowania różnią się znacząco – mówi Wojciech Goduski.

Kolejnym istotnym kryterium jest lokalizacja. Sieć preferuje sklepy w galeriach i centrach handlowych.
Przykładowa kwota inwestycji może sięgać 120 tys. zł w przypadku otwarcia sklepu Toy Planet. Nie ma opłat wstępnych, a opłata bieżąca wynosi 3 proc. od obrotu netto. Powierzchnia lokalu powinna mieć od 50 do 200 m2. Jest także możliwość prowadzenia wyspy handlowej. W tym przypadku wystarczy zainwestować 34 tys. zł, a opłaty też wynoszą 3 proc. od obrotu. Powierzchnia wyspy powinna wynosić minimum 9 m2.

Bez ubrania ani rusz

Mamy doskonale sprawdzają się również w sprzedaży ubrań dla dzieci. Ofertę do nich kieruje Kanz, międzynarodowy producent odzieży dziecięcej. W Polsce marką zarządza firma Hurtimex, która jest jednocześnie częścią międzynarodowego koncernu Kids Fashion Group.

– Bardzo często nasi kontrahenci to kobiety i właściwie tylko te, które już mają dzieci. Podejrzewam, że wynika to z tego, że szukając odzieży dla swoich pociech, miały okazję poznać odzież marki Kanz, która jest alternatywą dla sieciowych marek. Mamy zachwycają się jakością ubrań i często chcą mieć własny sklep – tłumaczy Agnieszka Falińska, menedżer ds. rozwoju sieci sklepów Kanz.

Dodaje, że posiadanie dzieci jest ogromnym atutem w branży odzieży dziecięcej. Matki znają potrzeby innych mam, wiedzą, z jakimi problemami się one spotykają. Potrafią doradzić w kwestii rozmiaru odzieży, ale też jej doboru na różne okazje.

– Mamy mają też praktyczne podejście, co jest bardzo cenne w sprzedaży odzieży dziecięcej – mówi Agnieszka Falińska.

Twierdzi, że franczyza we własnym sklepie odzieżowym, o ile partner nie musi martwić się o towar, daje dużą swobodę łączenia czasu wolnego z pracą.

– W naszym przypadku wystarczy, żeby franczyzobiorca doglądał sklepu. Jeżeli chce, może w nim spędzać tylko dwie godziny dziennie. To zależy tylko od niego. Dodatkowo powinien wygospodarować czas na lokalne działania marketingowe – mówi Agnieszka Falińska.

Najbardziej czasochłonne jest organizowanie towaru i przewidywanie polityki promocji.

 Ale to wszystko jest po stronie Kanz, zatem młode mamy bez problemu mogą połączyć prowadzanie biznesu z wychowaniem dzieci – mówi Agnieszka Falińska.

Kanz poszukuje do współpracy partnerów z miast powyżej 20 tys. mieszkańców, z lokalizacją w atrakcyjnym handlowo miejscu. Lokal powinien mieć powierzchnię od 50 do 80 m2. Kwota inwestycji w adaptację lokalu uzależniona jest od jego stanu technicznego, lokalizacji i wielkości. Koszty wyposażenia w wymaganym standardzie wynoszą minimum 20 tys. zł netto plus jednorazowa opłata wynikająca z uruchomienia punktu sprzedaży w wysokości 5 tys. zł brutto (składają się na to koszty oprogramowania sprzedażowego, drukarka fiskalna itp.).

Edukacja zawsze w cenie

Mamy doskonale sprawdzają się też w biznesach, które zapewniają ich pociechom rozwój. Jednym z nich jest Mały Inżynier, koncept polegający na prowadzeniu zajęć technicznych dla dzieci i młodzieży, takich jak: robotyka, eksperymenty naukowe, programowanie Minecraft oraz programowanie aplikacji mobilnych, Scratch, Kodu Game Lab i warsztaty z elektroniki analogowej i cyfrowej.

– Działalność pod marką Mały Inżynier to dobry pomysł dla mam, ponieważ doskonale znają one potrzeby dzieci. Rodzic będący franczyzobiorcą jest również doskonałym partnerem do rozmów dla innych rodziców. Znają rynek usług edukacyjnych, bywają ze swoimi dziećmi na zajęciach pozalekcyjnych, półkoloniach, koloniach. Dzięki temu wiedzą, na co warto zwrócić uwagę i co warto wprowadzić w swojej działalności  tłumaczy Ewa Bednarek, właścicielka konceptu Mały Inżynier i jednocześnie mama dwójki małych dzieci.

Twierdzi, że wielu franczyzobiorców Małego Inżyniera to rodzice.

– Z naszej obserwacji wynika, że mamy zwracają dużą uwagę na jakość prowadzonych zajęć, porządek na warsztatach, dbają o dobre relacje z klientami. Chętnie wymieniają się spostrzeżeniami odnośnie dzieci oraz ich postępów na zajęciach – mówi Ewa Bednarek.

Franczyzobiorca marki przede wszystkim powinien być zaangażowany w prowadzenie działalności. W koncept trzeba zainwestować kilkadziesiąt tysięcy złotych. Opłaty licencyjne są uzależnione od wielkości miasta i wybranego pakietu zajęć. Startowy pakiet zajęć z robotyki/eksperymentów to kwota od 4 tys. zł netto.

Sport się opłaca

Mamy chętnie angażują się także w sportowe zajęcia rozwojowe dla dzieci. Przykładem konceptu, który im to umożliwia, jest Socatots. Firma proponuje zajęcia dla dzieci z aktywnym udziałem rodzica, gdzie piłka nożna stanowi ważny element treningu. Socatots to także nauka cyfr, kolorów, części ciała.

– Koncept skierowany jest przede wszystkim do mam, które po urodzeniu dziecka, nie chcą wracać do pracy na etat, a skupić się na zajęciu związanym z małymi dziećmi. Mamy mogą być bliżej dzieci, a także lepiej je poznawać i doznawać radości, jaką daje ich rozwój oraz zdobywanie przez nich nowych umiejętności – mówi Dorota Uciechowska, prezes Socatots.

Obecnie mamy prowadzą dziewięć placówek biznesowych, skupiając w ten sposób 15 miast w Polsce. Wszystkich franczyzobiorców w sieci jest 25. 

Na franczyzę Socatots pięć lat temu zdecydowała się Iwona Ruszewska, franczyzobiorczyni marki z Suwałk, będąc na urlopie macierzyńskim z drugim dzieckiem.

– Zaczynałam prowadzić biznes, kiedy miałam dwójkę dzieci, obecnie mam już troje. Zawsze chciałam robić coś własnego, tylko nie wiedziałam, co to mogłoby być. Dopiero kiedy przypadkiem natrafiłam na filmik reklamowy Socatots, uświadomiłam sobie, że byłoby to idealne zajęcie dla mnie. Widziałam tam radosne buzie, rozbiegane dzieci i czułam, że sport daje dużo pozytywnej energii. Chciałam, żeby moje dzieci też mogły z tego korzystać, tym bardziej że miałam nieśmiałego syna – opowiada Iwona Ruszewska.

Wcześniej przez 10 lat pracowała jako urzędnik. A kiedy urodziła dzieci, poczuła motywację, żeby rozwijać się inaczej.

– Posiadanie dzieci daje dużo siły. Człowiek potrafi zrobić więcej, inaczej się zorganizować. Ponadto chciałam, żeby moja praca była wygodna dla rodziny – mówi Iwona Ruszewska.

Dzisiaj przyznaje, że warto było zaangażować się we własny biznes. Co prawda, na początku to było niezwykle czasochłonne, ponieważ wszystkim zajmowała się sama.

– Ale kiedy zaszłam w ciążę z trzecim dzieckiem, zatrudniłam trenera i trochę się wycofałam. Dzięki temu nauczyłam się też, że inni mogą zrobić coś za mnie dobrze, że nie muszę sama prowadzić wszystkich zajęć – mówi Iwona Ruszewska.

Dzisiaj dzięki Socatots ma więcej czasu dla rodziny niż na etacie. Ponadto biznes daje jej swobodę decydowania, w jaki sposób chce sobie rozłożyć czas pracy. Zajęcia prowadzone są popołudniami w tygodniu oraz rankiem w weekendy. Obecnie Iwona Ruszewska prowadzi zajęcia dla 12 grup dzieci.

 I to jest aż nadto, żeby spokojnie utrzymać się z tej działalności – mówi Iwona Ruszewska. W tygodniu wyręcza ją trener, w weekendy robi to sama.

Klienci chudną, franczyzobiorcy zarabiają

Matki zajmują się jednak nie tylko biznesem, który jest skierowany do dzieci. Doskonale radzą sobie także jako franczyzobiorczynie Projektu Zdrowie, sieci gabinetów dietetycznych.

 Nigdy nie pozycjonowaliśmy się jako koncept biznesowy dla mam, ale kiedy myślę o naszych franczyzobiorcach, to uświadamiam sobie, że większość z nich prowadzą kobiety, które mają dzieci – mówi Joanna Sobczak, kierownik działu dietetyki w Projekcie Zdrowie.

Na ten koncept niedawno zdecydowała się Elżbieta Kuczyńska, świeżo upieczona mama.

 O firmie Projekt Zdrowie dowiedziałam się, pracując jeszcze u mojego poprzedniego pracodawcy. Już wtedy jej oferta wydawała mi się bardzo atrakcyjna. Mniej więcej po pół roku od urodzenia dziecka zaczęłam zgłębiać temat. Zapoznałam się dokładnie z ofertą franczyzy, która była bardzo konkurencyjna w stosunku do ofert innych sieci dietetycznych działających na polskim rynku – opowiada Elżbieta Kuczyńska.

Do otwarcia biznesu przekonało ją przede wszystkim to, że w gabinecie Projekt Zdrowie można pomóc każdemu pacjentowi, nie tylko osobom z nadwagą czy otyłością, ale również tym cierpiącym na wiele innych chorób, a także kobietom w ciąży i karmiącym. Firma zapewnia ponadto dostęp do nowoczesnego i profesjonalnego programu dietetycznego do układania jadłospisów. Daje wybór pacjentowi w zakresie rodzaju kuracji.

 W Centrum Dietetycznym Projekt Zdrowie prowadzone są kuracje oparte zarówno na samym jadłospisie, jak i wspomagane naturalną suplementacją. Firma oferuje też dobrej jakości suplementy, które nie zawierają zbędnej chemii – mówi Elżbieta Kuczyńska.

Jej zdaniem, prowadzenie firmy pod marką Projekt Zdrowie to dobry pomysł dla mam, które chciałyby założyć swój gabinet dietetyczny. Rozwój prywatnego gabinetu dietetycznego wymaga bowiem dużego nakładu pracy, wiedzy z różnych dziedzin i przede wszystkim czasu, którego każdej młodej mamie zwykle brakuje.

– Dlatego też uważam, że firma Projekt Zdrowie, która udostępnia swoje know-how, wypracowane przez lata, całe zaplecze marketingowe i szkoleniowe, jest zdecydowanie lepszym pomysłem na biznes dla młodych mam niż rozpoczynanie działalności w tej branży na własną rękę – mówi Elżbieta Kuczyńska.

Uroda popłaca

Od współpracy z matkami nie stroni także marka Abacosun, oferująca współpracę osobom, które chcą otworzyć własny gabinet kosmetyczny. Partnerzy Abacosun mogą na minimalnej powierzchni 35 m2 otworzyć gabinet kosmetyczny z recepcją. W zależności od tego, czy właściciel lokalu zdecyduje się na pielęgnację twarzy, czy ciała, czy na jedno i drugie, cena pakietu franczyzowego będzie wynosić od 37 do 64 tys. zł. To wystarczająca kwota na wyposażenie gabinetu w niezbędny sprzęt. Firma zapewnia unikatowe, chronione patentami urządzenia. Ich sprzedaż jest głównym źródłem dochodu Abacosun. Ci, którzy otwierają salony urody, oprócz zakupu sprzętu w ramach pakietu franczyzowego, powinni także co miesiąc nabywać kosmetyki Abacosun do pielęgnacji twarzy i ciała o wartości minimum 350 zł. Poza tym nie obowiązują ich żadne inne opłaty.

Partnerzy mogą się także zdecydować na Instytut Urody. W tym wypadku lokal powinien mieć od 80 m2, a kwota inwestycji sięga ponad 100 tys. zł. Ostatnia propozycja to mobilna kosmetyczka. Pakiet urządzeń z walizką kosztuje ok. 14 tys. zł i wiąże się tylko z obowiązkiem zaopatrywania się w kosmetyki Abacosun. To jednak nieco trudniejsze zadanie, ponieważ taka kosmetyczka musi sama dojeżdżać do klientów i odpowiednio zadbać o swoją promocję.

Artykuł został opublikowany w numerze 8-2019 miesięcznika "Własny Biznes FRANCHISING".


Dominika Pronarska
dziennikarz

POPULARNE NA FORUM

Planuję założyć własną działalność - od czego zacząć?

Z mojego doświadczenia wynika, że najważniejszy jest program do pełnej księgowości to zdecydowanie był świetny zakup.

31 wypowiedzi
ostatnia 20.05.2020
Prośba o pomoc w wypełnianiu ankiety do pracy licencjackiej

Szanowni Państwo, prowadzę badania wśród franczyzobiorców do pracy licencjackiej. Jeśli ktoś z Państwa zechciałby wypełnić moją krótką ankietę byłabym bardzo...

1 wypowiedzi
ostatnia 01.04.2020
Własny biznes z małym kapitałem

Szanowni Państwo, prowadzę badania wśród franczyzobiorców do pracy licencjackiej. Jeśli ktoś z Państwa zechciałby wypełnić moją krótką ankietę byłabym bardzo...

126 wypowiedzi
ostatnia 01.04.2020
Własny biznes z małym kapitałem

Drodzy, wielka prośba do osób, które prowadzą swoją działalność. Możecie wypełnić poniższą ankietę? Zajmie Wam to maks 1 min. Przygotowuje narzędzie, które ma...

126 wypowiedzi
ostatnia 23.03.2020
Praca magisterska - licencjacka o franchisingu

Witam, jestem studentką III roku finansów menedżerskich Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach i prowadzę badania do pracy licencjackiej na temat źródła finansowania...

208 wypowiedzi
ostatnia 18.02.2020
Franczyza

Jakie sieci handlowe nie blokują decyzji podejmowanych przez partnera? Chciałbym wejść na rynek, bo mam już pewne doświadczenie, ale właśnie boję się mocnego...

1 wypowiedzi
ostatnia 10.02.2020
Społeczność Franchising.pl

Strata 37000 PLN. Jestem na drodze sądowej z firmą blinkee.city / Blinkee. W lutym 2019 podpisana i wysłana umowa. Pieniądze wysłane. Do dnia 13.12.2019 brak skuterów,...

1 wypowiedzi
ostatnia 13.12.2019
Biznes na dodatek

Z tymi kwotami 6.000~12.000pln to raczej byłbym bardzo ostrożny ;-) Ale faktycznie taka opcja jest ciekawa, główne problemy InPostu to niestety... Technika! Terminale do...

2 wypowiedzi
ostatnia 29.11.2019