Krystian Wieczorek: A jak aktorstwo, B jak biznes
– Najpierw chciałem połączyć naszą galerię Garaaż, concept store z kawiarnią. Niestety, sanepid nam to uniemożliwił – mówi Krystian Wieczorek, aktor, właściciel galerii artystycznych prezentów Garaaż.
Swój biznes zaczął pan – można powiedzieć – od tyłu. Najpierw znalazł pan lokal, a później wymyślił, co można by w nim robić. Zwykle bywa odwrotnie.
Ja i mój ojciec, z którym prowadzę biznes, jesteśmy trochę szalonymi facetami. Rzeczywiście, najpierw znaleźliśmy miejsce – na terenie OFF Piotrkowska w Łodzi (centrum skupiające designerskie sklepy, pracownie artystów i projektantów – przyp. red.), a później zastanawialiśmy się, co można tam zrobić. Jakiś czas później, jadąc samochodem, trafiłem na audycję radiową z Jackiem Walkiewiczem, psychologiem, coachem. Usłyszałem to, co mi gdzieś w głowie kołatało od zawsze – że trzeba werbalizować swoje marzenia. I nie udałoby nam się stworzyć tego biznesu, gdybym nie posłuchał tej rady. Zacząłem wszystkim opowiadać o swoich pomysłach, łamiąc tym samym swoje dotychczasowe zasady. Zwykle zwierzałem się wąskiemu gronu przyjaciół. A nagle zacząłem o swoich pomysłach opowiadać każdemu, kogo spotykałem. Wyszedłem z założenia, że skoro ja znam pięć osób, a każda z nich zna kolejnych pięć – to grupa, do której dotrę z informacją, szybko urośnie. Może wyglądało to trochę szaleńczo, ale ludzie mówili: „A wiesz, my znamy kogoś, kto może ci pomóc”.
Nie bał się pan, że ktoś te pomysły ukradnie?
Może byłem trochę naiwniakiem. Firma, której zaproponowałem zrobienie dla nas świec w kształcie śrub, mogła przecież stwierdzić, że to dobry produkt i sama w ciągu kilku dni je wyprodukować. Ale zachowali się lojalnie. Zresztą, z wieloma firmami, z którymi współpracujemy, nie mamy nawet podpisanych żadnych dokumentów, wiąże nas tylko ustna dżentelmeńska umowa.
To już chyba działanie na granicy ryzyka? Może ma pan poczucie, że znane nazwisko trochę pana ubezpiecza?
Nie. Po prostu taką mamy relację. Ci ludzie mnie dopingowali, przypominali sobie czasy, gdy sami zaczynali. To są duże firmy, właściciele znanych marek, poważni biznesmeni. Na początku traktowali naszą współpracę trochę jak zabawę. Ale teraz mamy już plany na przyszłość. Poza tym znane nazwisko nie jest żadnym ubezpieczeniem. Miałem na przykład niemiłą przygodę z firmą, w której zamówiłem okna. Okien nie dostałem, a zaliczki do dziś nie udało mi się odzyskać. Zdarzało się też, że chodziłem na spotkania z potencjalnymi partnerami, rozmowa przebiegała świetnie, a później nawet nie dostałem e-maila z odpowiedzią na swoją ofertę. Mało tego, nawet nie odbierano ode mnie telefonów. A wystarczyłoby powiedzieć: „Nie, dziękujemy za współpracę”. Zaznaczam, że mówimy tu o dużych przedsiębiorstwach, a nie dzieciakach zza rogu. Nie udało mi się też dostać kredytu, o który się starałem. W banku jednoosobowa działalność gospodarcza, jaką prowadzę jako aktor, nie wzbudza zaufania.
A zrobiliście biznesplan?
Nie (śmiech). Po prostu założyliśmy, że chcemy stworzyć miejsce, do którego sami mielibyśmy ochotę przychodzić, zrobić produkty, których nie ma na polskim rynku. I tym się kierowaliśmy. W poszukiwaniu inspiracji pojechałem do Londynu. Mieliśmy pomysł, by to miejsce było utrzymane w poetyce anglosaskiej. Garaaż – a tak nazywa się nasza galeria – kojarzy się z kulturą wyspiarską, motoryzacyjną, bardziej przemysłową. Początkowo tak po „londyńsku” chciałem połączyć galerię, concept store z kawiarnią. Niestety, sanepid to największa zmora przedsiębiorcy w Polsce. Anglicy są bardzo liberalni w podejściu do biznesu. Chcesz mieć kawiarnie z toaletą? Proszę bardzo. Bez toalety? Też OK, to ludzie zdecydują, czy chcą do ciebie przychodzić. U nas to, niestety, nie do pomyślenia. Ostatecznie zrezygnowaliśmy z kawiarni.
Garaaż to jest…?
My to nazywamy przedsięwzięciem artystyczno-handlowym. Wyszliśmy z założenia, że chcemy robić to, na czym się znamy. A obaj z ojcem uprawiamy artystyczne zawody. Garaaż to concept store. Wszystkie produkty, które tu sprzedajemy, są wymyślone przez nas. Jesteśmy galerią nietypowych prezentów, produktów niszowych, przygotowanych z poczuciem humoru, unikalnych i utrzymanych w jednej stylistyce, nawiązującej do motoryzacji oraz kultury przemysłowej. Nasza marka to „Smary, opary i części zamienne”. Smary to kosmetyki, opary to perfumy, ale też odświeżacze powietrza w kształcie gaśnic samochodowych. A części zamienne to cała reszta: świece zapachowe o nietypowych kształtach, meble, np. szafki
– beczki, czy lampy znalezione w magazynach i fabrykach Europy Środkowej.
Fragment wywiadu, który został opublikowany w numerze 10/2015 miesięcznika "Własny Biznes FRANCHISING".
Wyróżnione franczyzy
Erste Bank Polska
Placówki bankowe
Costa Coffee
Kawiarnie
Yasumi Instytut Zdrowia i Urody
Gabinety kosmetyczne, hotele i obiekty SPA
Synevo Punkty Pobrań
Punkty pobrań badań labolatoryjnych
Xtreme Fitness Gyms
Kluby fitness/siłownie
Carrefour
Sklepy convenience, minimarkety, supermarkety
Żabka
Sklepy typu convenience
So Coffee
Kawiarnie
DDD Dobre Dla Domu
Sklepy z podłogami i drzwiami
Da Grasso
Pizzerie
Mydlarnia u Franciszka
Sklepy z kosmetykami naturalnymi
Jesion Inwestycje
Urządzanie wnętrz
Z OSTATNIEJ CHWILI
POKAŻ WSZYSTKIE
Franczyza ze światową marką
Jak otworzyć pizzerię pod międzynarodową marką? Papa John's ma propozycję dla polskich franczyzobiorców.
Kodano Optyk celuje w 50 nowych salonów w 2026 roku
Po rekordowym 2025 roku – 131 mln zł przychodów, EBITDA wyższa o 135 proc. – polska sieć Kodano Optyk otwiera w tym roku 50 nowych salonów.
Żabka ma już 11 tys. franczyzobiorców!
Artur Olszewski z Gdyni to jedenastotysięczny franczyzobiorca Żabki. Co skłoniło go do tej współpracy?
Zyski bez cukru
Fit Cake buduje sieć lokali ze zdrowymi słodyczami. Czy to perspektywiczny rynek?