Agnieszka Kaczorowska rozkręca szkołę tańca

Oprócz tego, że jestem właścicielem szkoły Danceworld i zajmuję się jej marketingiem oraz zarządzaniem, to jestem też trenerem i nauczycielem.
Agnieszka Kaczorowska, tancerka
Środa
01.11.2017
– Szkół tańca jest dużo, wchodzić na rynek z taką samą ofertą byłoby biznesową głupotą. Ale znalazłam sposób, żeby się wyróżnić – mówi Agnieszka Kaczorowska, tancerka, właścicielka szkoły tańca Danceworld.
 

Szkół tańca jest wiele, również tych prowadzonych przez znanych tancerzy. Na dodatek ich właściciele twierdzą, że boom na taniec już minął, a o kursantów coraz trudniej. Nie boi się pani, że biznes nie wypali?
Taniec jest taką formą aktywności, który owszem, ma jakieś przypływy popularności przy okazji różnych programów medialnych, ale też ludzie zawsze się go uczyli i zawsze uczyć będą. Tworząc Danceworld, nie chcę do końca wchodzić na rynek, który już jest. Nasza szkoła jest wyjątkowa, bo łączy taniec z rozwojem osobistym. Poprzez taniec chcemy budować uniwersalne i wszechstronne umiejętności, zwłaszcza u dzieci. Zatrudniłam starannie wyselekcjonowaną kadrę nauczycieli, bo chcę, żeby przekazywali wszystkim uczestnikom coś więcej niż taniec. Zresztą takie jest hasło naszej szkoły. Taniec jest niesamowitym narzędziem do rozwoju, budowania własnej świadomości, do zagłębiania się w siebie, w swoje emocje, do tego, żeby naprawić, ulepszyć, wzmocnić relację między partnerem a partnerką. To jest narzędzie do odkrywania kobiecości, do przełamywania barier u mężczyzn, do budowania ich pewności siebie. Mężczyźni często stronią od tańca. Oni z góry zakładają, że się do tego nie nadają. Trzeba udowodnić im, że taniec jest czymś, co rozwinie ich w każdej dziedzinie życia.

Czym w takim razie Danceworld różni się od innych szkół tańca? Co ją wyróżnia?
Moja szkoła to nadal szkoła tańca, a nie rozwoju, ale ja na taniec patrzę inaczej. Nie jak na układ figur, ruch, zestaw kroków. Taniec jest narzędziem do budowania siebie. Dlatego w moim autorskim programie dla dzieci są ujęte różne formy taneczne. Chcę, żeby dzieci budowały swoją wszechstronność, żeby mogły na początku spróbować swoich sił w różnych rodzajach tańca. Dopiero po dwóch latach same będą mogły zdecydować, w którym tańcu chciałyby się specjalizować. Poza tym w treningi taneczne mają wpleciony też trening mentalny. Jest specjalny zestaw ćwiczeń na cały rok, opracowany system motywacyjny, żeby dzieci nie traciły zaangażowania, które jest zazwyczaj na początku, a potem trochę zanika. To wszystko ma budować nie tylko silnych tancerzy, lecz także młodych silnych ludzi, którzy w dzisiejszym świecie muszą sobie wszędzie radzić. I potrzebują być pewni siebie, potrafić się komunikować z innymi ludźmi, umieć koncentrować, motywować czy zarządzać swoimi emocjami, z którymi niejeden dorosły człowiek nie umie sobie poradzić. A co dopiero dziecko.

Po emisji programów „Taniec z gwiazdami” czy „You can dance” szkoły tańca wyrastały jak grzyby po deszczu. Niejednokrotnie były zakładane przez ludzi, którzy nie mieli doświadczenia w tańcu. A jak jest obecnie?
W Warszawie, bo ten rynek obserwuje, są tzw. masowe szkoły tańca, osiedlowe szkółki i kluby sportowe. Kursanci w klubach sportowych trenują bardzo często w wynajętych salach w szkole. Cel jest jeden – nauczyć się zawodowo tańczyć i wygrywać turnieje tańca. Z kolei osiedlowe szkoły tańca wypełniają się uczniami, którzy mieszkają nieopodal. W nich nie tyle chodzi o naukę tańca, co o zabawę poprzez taniec. Nauczyciele w takich szkołach są różni, nie chcę nikogo deklasować, ale nie ma pewności, czy w takich miejscach uczy zawodowiec, tancerz posiadający najwyższą klasę taneczną. Są też szkoły masowe, czyli główni gracze na rynku. I to są szkoły, do których Danceworld stawiam w opozycji. W mojej szkole grupy nie mogą być liczne. Wiem, że to jest biznes, że liczą się pieniądze. Ale trzeba sobie zadać pytanie: po co otwieram szkołę tańca? Do tych szkół zapisuje się mnóstwo dzieci, ale mnóstwo też odchodzi. Wolę otworzyć szkołę z misją. Z większym celem niż tylko zarabianie pieniędzy. Misją Danceworld jest wychować silnych ludzi, którzy kochają taniec. Czy będą tańczyć zawodowo? Występować na scenie? My każdego będziemy popychać w kierunku, w którym ma największe predyspozycje. A nawet jeśli nasi podopieczni nie będą zawodowymi tancerzami, to będą silnymi ludźmi, którzy w każdej dziedzinie życia sobie poradzą. U nas nie ma mowy, żeby grupa dzieci przekroczyła 10-12 osób. U maluszków do szóstego roku życia sześć osób to jest maksimum. U dorosłych też, żeby można było każdemu zapewnić indywidualne podejście, te grupy będą małe. Kierujemy naszą ofertę do klienta premium, który pragnie wyjątkowości i indywidualności. My znamy imiona wszystkich naszych kursantów, wiemy, kto na jakie zajęcia uczęszcza i kiedy ma urodziny.

Jak się szuka klienta premium?
To jest ciągle odkrywana przeze mnie sfera biznesu. Staramy się dotrzeć do naszych potencjalnych klientów m.in. poprzez media. To jest też kwestia networkingu i marketingu szeptanego. Ludzie wyżej postawieni bazują raczej na poleceniach. Najlepiej jeśli pozna się ich osobiście, samemu opowie o swoim biznesie, o tym, co się robi. Zaciekawi moją szkołą tańca.

Klientom, którzy zapisują do Danceworld siebie samych lub swoje dzieci, zależy, żeby to pani osobiście ich uczyła?
Oprócz tego, że jestem właścicielem tej szkoły i zajmuję się jej marketingiem oraz zarządzaniem, to jestem też trenerem i nauczycielem. Chcę być mentorem tanecznym. Raz na kilka zajęć przychodzę do każdej grupy na trening. W moim autorskim programie przeprowadzam ćwiczenia mentalne, sprawdzam postępy, ale też czasami po prostu uczę tańczyć. Wiem, że muszę być trochę jak wychowawczyni klasy. Nie prowadzę wszystkich lekcji, bo są to różne formy taneczne. Baletu, jazzu czy hip-hopu nie nauczę. Od tego mam trenerów, którzy są mistrzami w tych dziedzinach. Osobie, która jest ze środowiska, łatwiej zebrać grupę dobrych tancerzy niż takiej, która przychodzi z zewnątrz i po prostu wykłada kasę na biznes, jakim jest szkoła tańca. Nie ukrywam, że cały koncept szkoły, to jak ona ma wyglądać, co ma w niej być, jest oparty na moim doświadczeniu. Różni się ona od pozostałych szkół. Szkół tańca jest dużo, wchodzić na rynek z taką samą ofertą byłoby biznesową głupotą. Ale szkół premium brakuje. Może moda na taniec nie jest tak silna jak kiedyś, ale nacisk na rozwój osobisty jest ogromny. Dlatego z optymizmem patrzę w przyszłość.

Dlaczego wybrała pani warszawską Pragę na lokalizację swojej szkoły?
Bo na Pradze nie ma w zasadzie szkół tańca.

A klient premium jest?
Ta dzielnica się bardzo zmienia. Ma ogromny potencjał. Wiem, że to będzie jeszcze trwało, że potencjalnych klientów mojej szkoły nie ma tu na razie wielu. Chcę rosnąć razem z tą dzielnicą. Wiem, że początek nie będzie zbyt łatwy. Stąd też ten mój pomysł z dowozami dzieci. Jako Danceworld chciałabym uczestniczyć w metamorfozie Pragi. Ona powoli nabiera luksusowego, loftowego charakteru. Jeśli ludzie przekonają się, że naprawdę zapewniamy usługę na najwyższym poziomie, to szkoła ruszy pełną parą. I jej lokalizacja nie będzie miała większego znaczenia.
Przed otwarciem szkoły tańca robiła pani biznesplan?
Oczywiście. Ale rzeczywisty budżet znacznie przekroczył ten prognozowany. Teraz jestem na etapie tworzenia strategii biznesowo-marketingowej. O ile doświadczenie w marketingu mam, to w zarządzaniu dopiero zdobywam.

Ma pani wspólnika?
Tak, to inwestor. Od niego też się bardzo dużo uczę. On mnie bardzo wspiera, choć jest cichym wspólnikiem. Spotykamy się raz na miesiąc, czasem raz na trzy miesiące, żeby podsumować, co dotychczas zostało zrobione i nad czym jeszcze trzeba się skupić.

Po jakim czasie, według założeń, szkoła ma być rentowna?
Chcielibyśmy, żeby zarabiała na koszty po roku. A miejmy nadzieję po dwóch latach przynosiła już zysk.

Jeśli plan uda się zrealizować, będzie chciała pani otwierać kolejne szkoły?
Tak, chciałabym otwierać szkoły w dużych miastach Polski. Ale na pewno nigdy nie będę chciała zrobić z Danceworld sieci masowych szkół tańca. Mają to być małe, wyjątkowe, prestiżowe szkoły. Z indywidualnym podejściem do klienta. Nie należę do osób, których celem jest zrobione biznesu samego w sobie, zarobienie pieniędzy. Całe szczęście mam wspólnika (śmiech). Ja jestem wizjonerką z natury, taką mam osobowość. Lubię, jak to, co robię, coś zmienia, wnosi coś do świata i rozwiązuje pewne problemy. Dlatego moja szkoła to coś więcej niż typowa szkoła tańca.

Rozmawiała Anna Smolińska

Fragment wywiadu opublikowanego w numerze 11/2017 miesięcznika "Własny Biznes FRANCHISING".


POPULARNE NA FORUM

Chcę założyć punkt dorabiania kluczy

Cześć, temat jest naprawdę stary ale szukając podobnego wątku trafiłem właśnie tutaj czyli jak widać ludzie szukają i znajdują te forum. Z tego co wiem bardzo...

2 wypowiedzi
ostatnia 19.11.2019
Jak zarządzać dużą firmą?

Zarządzanie dużą firmą, bez rozbudowanych systemów, staje się obecnie niemożliwe. Wiadomo, że im większe przedsiębiorstwo, tym większe wymagania odnoście realizacja...

4 wypowiedzi
ostatnia 06.09.2019
Firma na sprzedaż

Ciekawe, że niektórzy ludzie są tak obrotni i potrafią rozpoczynać tak wiele rozpoznawalnych biznesów. Na pewno musieli zaczynać od czegoś mniejszego wcześniej. Sam...

1 wypowiedzi
ostatnia 20.08.2019
Planuję założyć własną działalność - od czego zacząć?

Przede wszystkim najpierw stwórz solidny biznes plan, podszkol się w zarządzaniu ludźmi, a najlepiej, jeśli jesteś po studiach, to przepracuj gdzieś w branży, w której...

30 wypowiedzi
ostatnia 02.08.2019
Mały biznes dla kobiety

Jeśli blisko Ciebie nie ma takiej firmy, to może franczyza od Studio Figura?

14 wypowiedzi
ostatnia 19.07.2019
Prośba o pomoc- ankieta- praca magisterska

Szanowni Państwo, Piszę pracę magisterską na temat franchisingu. Zwracam się z uprzejmą prośbą o wypełnienie krótkiej ankiety przez osoby rozważające zostanie...

1 wypowiedzi
ostatnia 23.06.2019
Praca magisterska - licencjacka o franchisingu

Witam, Mam wielką prośbę do franczyzobiorców, aby w wolnej chwili wypełnili moją ankietę...

206 wypowiedzi
ostatnia 20.04.2019
Oszukani przez franczyzodawcę

podpisuje się pod komentarzem powyżej ;)

47 wypowiedzi
ostatnia 29.03.2019