10 franczyz dla pracowników korporacji

Poniedziałek
17.02.2020
Na korporacji nie kończy się życie. Wręcz przeciwnie – zakładając własną firmę, możemy je zacząć na nowo.
 

Własna firma to mniej lub bardziej ukryte pragnienie wielu osób, które na co dzień, w ciemnych garniturach, siedzą przy korporacyjnych biurkach. Dobra pensja, regularnie wpływająca na konto daje im poczucie bezpieczeństwa, ale też pozwala zgromadzić budżet, który aż się prosi, aby go wykorzystać do zawodowego rozwoju. Czasem na podjęcie decyzji wystarczy chwila, czasem musi upłynąć kilka lat, zanim postanowienie dojrzeje. – Niektóre osoby mogą przepracować w korporacji całe życie i czerpać z tego satysfakcję – mówi Anna Jurak, menedżer ds. obsługi klienta biznesowego konceptu Edukido. – Ale inni po kilku latach mają dość. Zdają sobie sprawę, że aby np. zacząć więcej zarabiać, musieliby wyjechać do zagranicznego oddziału. A to wiąże się z rozłąką z rodziną. Z drugiej strony, mają też poczucie, że czegoś się już w korporacji nauczyli, nabyli sporo umiejętności i doświadczenia, udało im się zgromadzić kapitał, który mogliby wykorzystać, zakładając własną firmę. Jeśli dodamy do tego trochę skłonności do ryzyka, z jakim mimo wszystko wiąże się jednak przejście na swoje, to decyzja o zerwaniu z korporacją gotowa.

Osoby, które odeszły z dużych firm, to często ludzie pracowici, zorganizowani i ambitni. Będąc przez lata częścią dużej firmy, nauczyli się pracy w dynamicznym, wymagającym środowisku.
A jednocześnie chcą od życia czegoś więcej – zauważa Mateusz Cacek, dyrektor rozwoju sieci Sfinks Polska. – Franczyza daje im bardzo atrakcyjną możliwość: bycia własnym szefem i pracy „na swoim”, z jednoczesnym wsparciem ze strony doświadczonej organizacji i ze sprawdzonym pomysłem na biznes. To znacznie ogranicza ryzyko związane z porzuceniem etatu na rzecz własnej działalności.

Które koncepty franczyzowe mogą być atrakcyjne dla byłych pracowników korporacji? I które widzą chętnie w swoich szeregach kandydatów z takim doświadczeniem? Oto kilka propozycji. 

  1. Interes ze Sfinksem.
  2. Al.Capone – sklep monopolowy z wyższej półki.
  3. Edukido – franczyza z klocków.
  4. Otwieramy burgownię Zdrowa Krowa.
  5. Tax Care – inwestycją w księgowość.
  6. Północ Nieruchomości – biuro nieruchomości we franczyzie.
  7. Energie Fitness – pieniądze na siłowni.
  8. Vision Optyk – oko na biznes.
  9. Salon z biżuterią marki YES.
  10. Życiowy cel – restauracja McDonald's.

Interes ze Sfinksem

Sfinks Polska zarządza 182 lokalami gastronomicznymi na terenie Polski, w tym m.in. siecią 91 restauracji Sphinx, które są flagowym konceptem spółki. Obecnie firma stawia mocno na rozwój sieci poprzez franczyzę. – Restauracje chcemy otwierać przede wszystkim w dużych i średnich miastach, ale jesteśmy też otwarci na wejście do mniejszych ośrodków, na przykład z dużym ruchem turystycznym – podkreśla Mateusz Cacek, dyrektor rozwoju sieci Sfinks Polska. Na restaurację Sphinx potrzebny jest lokal o powierzchni co najmniej 250 m2. Najlepiej usytuowany na parterze, z dużymi witrynami i możliwością utworzenia ogródka letniego. Koszt adaptacji lokalu o powierzchni 250 m2 to mniej więcej 570 tys. zł, z czego dostosowanie sali dla gości to około 250 tys. zł, zaplecza – 170 tys. zł, a zapewnienie odpowiedniej wentylacji – 150 tys. zł. Jeśli mamy do czynienia z lokalem przystosowanym już wcześniej do potrzeb gastronomii, koszty mogą okazać się niższe. – Osoba chcąca prowadzić restaurację pod szyldem Sphinx, musi ponieść opłatę za know-how w wysokości 55 tys. zł netto, w ramach której przekazujemy franczyzobiorcy kompleksową wiedzę potrzebną do uruchomienia i prowadzenia lokalu – dodaje Mateusz Cacek.
Franczyzobiorca otrzymuje podręcznik operacyjny i księgę receptur z wszelkimi procedurami. Zapewniamy też szkolenia i warsztaty, zarówno dla osoby prowadzącej lokal, jak i pracowników. Wspieramy partnerów w sprawach formalnych i organizacyjnych związanych z uruchomieniem i prowadzeniem restauracji. Przedsiębiorca otrzymuje też duże wsparcie marketingowe. Ponadto scentralizowany system dostaw zapewnia mu dostęp do sprawdzonych dostawców i produktów. Co niezwykle istotne, taki system oznacza atrakcyjny poziom cen, które bez takiej skali byłyby praktycznie nie do wynegocjowania. Nie do przecenienia jest oczywiście fakt działania pod popularnym, cenionym na rynku brandem, co zdecydowanie ułatwia pozyskanie klientów.

Miesięczna opłata franczyzowa to 7 proc. od wartości sprzedaży netto. Sfinks nie wymaga od kandydatów na franczyzobiorców żadnego doświadczenia w gastronomii. I docenia osoby, które mają za sobą korporacyjną przeszłość. – Nierzadko byli pracownicy korporacji mają duże doświadczenie w kierowaniu zespołem i projektem, nie muszą się więc uczyć od zera zarządzania biznesem tak, aby odnosić duże sukcesy – podkreśla Mateusz Cacek.

Sklep monopolowy z wyższej półki

Zanim Arkadiusz Osowski został franczyzobiorcą Al. Capone, przez trzy lata pracował w ogólnopolskiej firmie zajmującej się obsługą nieruchomości. Biuro miał w Krakowie, a mieszkał pod Tarnowem. Więc od poniedziałku do piątku nie widział rodziny, bo do domu wracał tylko na weekendy. – W końcu pomyślałem, że warto otworzyć coś swojego – wspomina Arkadiusz Osowski. – A zawsze miałem sporo pomysłów na biznes. Już w trzeciej klasie podstawówki sprzedawałem kolegom ciastka, które mama dawała mi do szkoły na drugie śniadanie.

Ciągle jednak brakowało mu odwagi, żeby otworzyć własną firmę. Aż od kolegi usłyszał o sieci Al. Capone. – Zajrzałem do jednego ze sklepów i muszę przyznać, że prawie 2,5 tys. różnych rodzajów alkoholi na półkach zrobiło na mnie wrażenie – uśmiecha się franczyzobiorca. Po rozmowach z licencjodawcą i z kuzynem, który został jego wspólnikiem, podjął ostateczną decyzję. Pod koniec października 2014 roku odszedł z korporacji, a już w grudniu otwierał pierwszy sklep.

Al. Capone to sieć salonów alkoholowych, oferujących wybór trunków z całego świata. Na inwestycję w punkt marki potencjalny franczyzobiorca musi przeznaczyć min. 155 tys. zł. Co istotne, franczyzodawca wymaga od licencjobiorcy pełnego zaangażowania w uruchamiany biznes: poszerzania wiedzy o asortymencie, udziału w szkoleniach i degustacjach, a także stałego kontaktu z opiekunem sklepu. Opłata za przystąpienie do sieci wynosi 25 tys. zł, w zamian przedsiębiorca otrzymuje wizualizację zewnętrzną sklepu, projekt wnętrza, odzież firmową. Korzysta z polityki handlowej sieci, która obejmuje promocje, warunki handlowe i zakupy pakietowe niedostępne dla pojedynczego sklepu. Właściciele sklepów licencyjnych korzystają ze szkoleń branżowych, z sieciowych akcji marketingowych. Opłata na fundusz marketingowy to 1 proc. miesięcznie od sprzedaży netto.
 – Pierwsze tygodnie po otwarciu naszego sklepu były bardzo intensywne, bo to był okres przedświąteczny – opowiada Arkadiusz Osowski. – Nawet w Boże Narodzenie mieliśmy otwarte, a ja sam stałem wtedy za ladą praktycznie 48 godzin. A potem przyszły słabe miesiące, aż do Wielkanocy. Przyznam, że trochę się załamałem, ale nie zniechęciłem.

Arkadiusz Osowski nie zostawił sklepu samemu sobie. Codziennie go doglądał, rozmawiał z klientami. Jego starania zaprocentowały i w końcu klienci zaczęli wracać na kolejne zakupy, a obroty wzrosły. Już w maju 2015 roku franczyzobiorca uruchomił kolejny sklep. – Nie wróciłbym już na etat – zapewnia. – Mam teraz swobodę decyzji, jeśli chodzi o prowadzenie biznesu, mogę sam organizować swój czas. Dzięki franczyzie dostałem wsparcie, które nie skończyło się na starcie firmy. Opiekun sieci jest z nami w stałym kontakcie, pomaga w rozwiązywaniu ewentualnych trudności.

Franczyza z klocków

Wydatki na dzieci pochłaniają ogromną część budżetu każdej rodziny. Ale rodzice wiedzą, że na pewne rzeczy nie warto żałować – zwłaszcza na edukację. Popularność dodatkowych zajęć dla najmłodszych rośnie. Wejście w tę branżę może okazać się opłacalnym biznesem, zwłaszcza jeśli wybierzemy koncept wyróżniający się ciekawą ofertą. Przykładem może być Edukido, które organizuje zajęcia dla dzieci z wykorzystaniem klocków Lego. Zajęcia rozpoczynają się od bodźca, który skupi uwagę dzieci na wybranym zagadnieniu – może to być krótki film. Następnie instruktor tworzy fabułę wokół danego zagadnienia, np. o grawitacji. Dzieci różnymi sposobami szukają odpowiedzi na pojawiające się przy okazji pytania. Wykorzystują przy tym klocki Lego.

Edukido ma obecnie ponad 30 oddziałów w Polsce. Blisko połowę franczyzobiorców stanowią osoby, które mają w swoim CV doświadczenie pracy w dużej firmie czy korporacji. – Byli pracownicy korporacji mają świadomość biznesową na wysokim poziomie. Wiedzą, że ważne są procedury, wskaźniki ekonomiczne, rozumieją mechanizmy biznesowe. Są wykształceni i doświadczeni – mówi Anna Jurak, menedżer ds. obsługi klienta biznesowego Edukido.

Otwarcie placówki Edukido wiąże się z inwestycją od 18,7 do 33,5 tys. zł w zależności od obszaru, na jakim będzie działać franczyzobiorca. Zajęcia prowadzone są w przedszkolach, szkołach podstawowych, bibliotekach, świetlicach czy klubokawiarniach. Franczyzobiorca nie musi więc wynajmować lokalu na stałe. Ale jeśli jednak się na to zdecyduje, wówczas powinien mieć 10-20 tys. zł na jego adaptację. Opłata wstępna wynosi 3-15 tys. zł. W trakcie współpracy franczyzobiorca jest zobowiązany uiszczać opłatę bieżącą w wysokości 100 zł przez pierwsze trzy miesiące, następnie od 350 zł (jeśli ma wyłączność terytorialną na obszar zamieszkały przez 20 tys. mieszkańców) do 1150 zł (jeśli 100 tys. mieszkańców). Czas zwrotu z inwestycji zazwyczaj wynosi 6-12 miesięcy. Idealny kandydat na franczyzobiorcę Edukido powinien mieć doświadczenie menedżerskie. Dobrze, aby pracował już kiedyś z dziećmi, choć nie jest to warunek konieczny. Może być przedsiębiorcą, nauczycielem czy właśnie byłym pracownikiem korporacji.

Otwieramy burgerownie

Michał Kuczyński w korporacji przepracował ponad 20 lat. Czemu zdecydował się odejść? – Firma, którą założyłem, nazywa się „Teraz albo nigdy”. To jest jakaś odpowiedź – śmieje się Michał Kuczyński. Już w trakcie trwania etatowej pracy próbował różnych biznesów. Prowadził franczyzową pralnię, później ją sprzedał i założył salon motocyklowy. Niestety, ta ostatnia inwestycja okazała się nieudana. – W pewnym momencie w firmie zaczął się proces restrukturyzacji i zaproponowano atrakcyjne warunki dla tych, którzy zdecydują się odejść. I ja się zdecydowałem – opowiada Michał Kuczyński. – A później zacząłem się zastanawiać, co dalej.

Franczyza była jedną z opcji, które brał pod uwagę. Przeglądając oferty, natrafił na markę Zdrowa Krowa. – Najpierw spodobała mi się nazwa, potem cały koncept. Poznałem właściciela, Roberta Kuca, który wywarł na mnie bardzo dobre wrażenie – mówi obecny franczyzobiorca Zdrowej Krowy.

Burgerownie Zdrowa Krowa można otwierać zarówno w lokalizacjach przyulicznych (w centrach miast, ale też na osiedlach), jak i w galeriach handlowych. W tym ostatnim przypadku nie może to być jednak lokal w strefie food court. Wymagana powierzchnia to od 100 do 160 m2. Franczyzodawca pomaga w poszukiwaniu lokalizacji, negocjacji umowy najmu, w trakcie adaptacji pomieszczeń i uruchamiania biznesu. Udostępnia też kontakty do dostawców sprzętu gastronomicznego oraz dostawców produktów spożywczych, pomaga przy załatwianiu formalności z sanepidem i innymi instytucjami, ubezpieczycielem, ochroną itp. Wszyscy pracownicy lokalu przechodzą szkolenia. Kwota inwestycji jest uzależniona od stanu technicznego lokalu. Według szacunków licencjodawcy, w przypadku lokalu o powierzchni 100 m2 wydatki wyniosą ok. 200 tys. zł netto. Jednorazowa opłata za przystąpienie do sieci to 18 tys. zł netto. Bieżąca opłata franczyzowa – 6 proc. od obrotu miesięcznie.

Michał Kuczyński swoją burgerownię otworzył w Warszawie ponad rok temu. Teraz zastanawia się nad uruchomieniem kolejnej. – Z mojej perspektywy franczyza ma dwie zalety – opowiada franczyzobiorca Zdrowej Krowy. – Po pierwsze, daje cały know-how prowadzenia biznesu. Po drugie, jest trochę namiastką korporacji. Bo w korpo niczego nie robisz sam, od wszystkiego jest sztab ludzi, całe działe marketingu, HR-u itp. Z kolei prowadząc firmę, wszystkim musisz zajmować się sam. A franczyza jest pośrodku. Franczyzodawca ci pomoże, zrobi coś nawet za ciebie, podpowie, przypomni o czymś.

Inwestycja w księgowość

Tax Care to największa w Polsce sieć biur rachunkowych. Poza własnymi centrami księgowymi firma posiada biura partnerskie (355) i franczyzowe (31). I także jest atrakcyjnym konceptem dla byłych pracowników korporacji. – Jeden z naszych pierwszych licencjobiorców to właśnie osoba z doświadczeniem korporacyjnym
– mówi Rafał Obarzanek, dyrektor departamentu programu partnerskiego Tax Care. – A teraz buduje sieć biur księgowych.

Tax Care ceni tego typu licencjobiorców, ich determinację w działaniu i fakt, że mają świadomość tego, jak ważna w biznesie jest sprzedaż. – Poza tym osoby z doświadczeniem w korporacji wiedzą, czym są procedury, standardy, doceniają wagę wsparcia, którego dostarcza im franczyzodawca – wylicza Rafał Obarzanek. – Mają świadomość, że na sukces w biznesie trzeba zapracować, budować relacje z klientami, inicjować różne działania. A taka świadomość u licencjobiorcy jest bardzo ważna, bo aby efektywnie korzystać ze skutecznego narzędzia do prowadzenia działalności, jakim jest nasza franczyza, potrzebna jest ciężka praca i duże zaangażowanie.

Firma jest otwarta na współpracę z dwoma rodzajami partnerów: księgowymi oraz inwestorami, którzy doświadczenia księgowego nie mają. – W tym drugim przypadku potrzebne jest jednak osobiste zaangażowanie w prowadzenie biznesu, o którym wspomniałem wcześniej – dodaje Rafał Obarzanek.
 W system franczyzowy Tax Care nie trzeba angażować dużego kapitału.
Kwota inwestycji w model biznesowy nie powinna przekroczyć 30 tys. zł – informuje Rafał Obarzanek.
Przyszłych licencjobiorców Tax Care przekonuje do współpracy przede wszystkim udostępniana przez franczyzodawcę technologia, która dla wielu samodzielnych księgowych działających na lokalnych rynkach jest ciągle trudna do przyswojenia, a nawet niedostępna.
 – Większość biur rachunkowych w Polsce działa w oparciu o papierową dokumentację. Nasi franczyzobiorcy mają dostęp do najnowszych, zautomatyzowanych rozwiązań. Korzystają z autorskiego programu do księgowania oraz platformy do wystawiania, przekazywania i gromadzenia dokumentów wyłącznie on-line – Chmury Faktur. Nie muszą też troszczyć się o zaplecze techniczne, bo Tax Care wyposaża lokale franczyzobiorców w komputery i serwery, służąc dodatkowo w razie potrzeby wsparciem IT – wyjaśnia Rafał Obarzanek

Biuro nieruchomości we franczyzie

Łukasz Dąbkowski długo dojrzewał do decyzji o przejściu na swoje. W końcu chęć samorealizacji i pracy na własny rachunek przeważyła. Rezygnując po 14 latach z etatowej pracy w korporacji, miał już przemyślane dalsze kroki. – Branża nieruchomości zawsze mnie pociągała, prywatnie często pomagałem rodzinie i znajomym w różnych transakcjach – wspomina. – Odpowiada mi ten tryb pracy: bezpośredni kontakt z klientem, życie trochę w biegu.

Z korporacji odchodził dwa razy. Po pierwszym rozstaniu ta sama firma skusiła go do powrotu, oferując inne stanowisko pracy. Ale ten powrót trwał tylko pół roku. W tym czasie Łukasz Dąbkowski nawiązał kontakt z franczyzodawcą Północ Nieruchomości. Na tyle owocny, że w lipcu ubiegłego roku w Ełku uruchomił oddział tej sieci. 

Północ Nieruchomości liczy obecnie ponad 50 oddziałów franczyzowych. 70 proc. licencjobiorców, którzy zgłaszają się do sieci, to osoby bez doświadczenia w branży nieruchomości. Mogą liczyć na profesjonalne przygotowanie do zawodu. Co miesiąc franczyzodawca organizuje tzw. szkolenia na start, dla franczyzobiorców i ich pracowników oraz dla wszystkich nowych partnerów. Każde biuro ma przydzielonego doświadczonego opiekuna. Franczyzobiorca uzyskuje też m.in. dostęp do całej bazy ofert franczyzodawcy. Ale oczywiście musi też budować własną bazę, bo głównie na niej powinien pracować. Inwestycja w biuro zależy od jego wielkości – kwota minimalna to 15 tys. zł. W tym zawiera się 6 tys. zł jednorazowej opłaty za przystąpienie do sieci oraz pakiet materiałów marketingowych. Miesięczna opłata franczyzowa wynosi 1,2 tys. zł. Średnie oczekiwanie na uzyskanie rentowności nowej placówki trwa trzy miesiące.

Ostatnio Północ Nieruchomości wprowadziła do oferty franczyzę na próbę. To podjęcie współpracy na podstawie umowy na krótki okres, z możliwością przejścia na pełną franczyzę i otwarcia własnego biura. Taki „franczyzobiorca na próbę” otrzymuje pełne szkolenie oraz wszystkie niezbędne materiały, wsparcie IT, dostęp do bazy nieruchomości z całego kraju oraz stałe wsparcie i doradztwo. Nie musi natomiast inwestować w biuro, może pracować zdalnie.
Umiejętności nabyte podczas pracy w korporacji przydają mi się w prowadzeniu własnego biznesu – przyznaje Łukasz Dąbkowski. – Chociażby standardy dotyczące obsługi klienta czy sztuka prowadzenia negocjacji, co w tej branży jest bardzo ważne.

Nie żałuje decyzji o przejściu na swoje. – Wprawdzie nie pracuję już od godziny do godziny, mam nienormowany czas pracy i nie mogę tak po prostu zostawić wszystkiego „do jutra”, zamykając za sobą drzwi – przyznaje. – Ale mam świadomość, że pracuję dla siebie, a nie na cudzy rachunek.

Pieniądze na siłowni

Eksperci twierdzą, że rynek fitness będzie w Polsce rósł w tempie 15 proc. rocznie. Do klubów fitness uczęszcza już mniej więcej 3 mln Polaków. Inwestycja w tę branżę możliwa jest także we franczyzie. Taką ofertę ma m.in. koncept Énergie Fitness. To sieć siłowni, która działa od 15 lat i prowadzi ponad 100 klubów w Wielkiej Brytanii, Irlandii oraz jeden w Gdańsku. W Polsce marka widzi potencjał na 50 placówek. – Szukamy osób z pasją do prowadzenia biznesu z branży fitness – podkreśla Dorota Walerczuk, menedżer ds. rozwoju sieci franczyzowej  Énergie Fitness. – Wśród kandydatów, z którymi rozmawiamy, są też osoby, które wcześniej pracowały w korporacjach. Na pewno mają wiele atutów: doświadczenie, samodyscyplina, nastawienie na realizację celów.

Koncept szuka franczyzobiorców w miastach liczących powyżej 25 tys. mieszkańców. Lokal na siłownię powinien mieć 500-800 m2. Taka powierzchnia gwarantuje optymalne rozmieszczenie maszyn na siłowni oraz odpowiednich rozmiarów studio do fitnessu. W klubie znajduje się bowiem kilka stref: studio do zajęć fitness, strefa kardio (bieżnie, orbitreki), strefa wolnych ciężarów oraz obszary treningowe, z takim sprzętem, jak m.in. sztangi, piłki do ćwiczeń. Franczyzodawca pomaga w negocjacji umów najmu. Projekt siłowni jest przygotowywany przez partnerów w Polsce i dostosowywany do konkretnego lokalu.

Inwestycja w siłownię Énergie Fitness wynosi ok. 700 tys. zł. W tej kwocie mieści się opłata franczyzowa w wysokości 150 tys. zł, wynajem lokalu, zakup wyposażenia siłowni, aranżacji wnętrza i jego wykończenie. Miesięczna opłata franczyzowa to 8 proc. od obrotu, a marketingowa 3 proc. od obrotu. Ta druga jest przeznaczana m.in. na reklamy w radiu, gazetach oraz na stronach internetowych. Franczyzobiorca zajmuje się marketingiem lokalnym i prowadzi media społecznościowe, pod kierownictwem zespołu marketingu Énergie Fitness. Jeśli właściciel nie ma pomysłu na lokalną reklamę, korzysta z materiałów dostępnych online dla wszystkich franczyzobiorców. Franczyzodawca zapewnia, że zwrot z inwestycji jest możliwy w mniej niż 24 miesiące.

Oko na biznes

Można powiedzieć, że Natalię Nowakowską do zmiany zawodowej zmotywowały dzieci. – Przez osiem lat pracowałam w banku i bardzo mi się to podobało. Dopóki nie miałam męża i dzieci – śmieje się Natalia Nowakowska. – Uświadomiłam sobie, że pracując codziennie do godziny 18., prawie wcale tych dzieci nie będę widywać.

Gdy zaszła w ciążę, zaczęła zastanawiać się nad innymi zawodowymi możliwościami. Na urlopie macierzyńskim robiła karuzelki na dziecięce łóżeczka. – Ale niezbyt lubię prace manualne. Dlatego ciągle szukałam nowych pomysłów – opowiada Natalia Nowakowska.

Jej mąż pracuje od lat w branży optycznej i idąc tym tropem, oboje zaczęli zastanawiać się nad otwarciem salonu optycznego. Zwłaszcza że w Kaźmierzu koło Poznania, gdzie mieszkają, takiego sklepu nie było. Ostateczna decyzja zapadła, gdy na świecie pojawiło się drugie dziecko. W lutym tego roku Natalia Nowakowska otworzyła salon VisionOptyk. – Choć mąż pracuje w firmie produkcyjnej z branży optycznej, to ja zupełnie się na tej branży nie znałam. Ale wierzę w siebie i w to, że wszystkiego można się nauczyć – podkreśla franczyzobiorczyni VisionOptyk. – No i miałam też wsparcie męża, który bardzo mi pomógł.
Pomogły też szkolenia, organizowane przez franczyzodawcę. Obejmują one wiedzę o produktach, technikach sprzedaży i obsłudze klienta. VisonOptyk buduje swoją sieć franczyzową w małych i średnich miastach. Salon powinien mieć wielkość od 50 do 70 m2. Na starcie franczyzobiorca inwestuje od 80 do 120 tys. zł. Za te pieniądze przeprowadza drobny remont i aranżację lokalu, kupuje meble, potrzebny sprzęt oraz towar. Wstępna opłata licencyjna w VisionOptyk wynosi 5 tys. zł, bieżąca 1 tys. zł miesięcznie. Zwrot z inwestycji następuje od roku do dwóch lat od założenia firmy.

Przygotowania do otwarcia salonu Natalii Nowakowskiej trwały trzy miesiące. Kaźmierz, gdzie placówka funkcjonuje, to nieduża miejscowość, licząca 4 tys. mieszkańców. – Miejscowość jest mała, ale naszymi klientami nie są wyłącznie mieszkańcy Kaźmierza. Mamy bardzo bogatą ofertę, co powoduje, że przyjeżdżają do nas też ludzie z sąsiednich miejscowości – mówi franczyzobiorczyni VisionOptyk. 

Natalia Nowakowska zapewnia, że nie chciałaby wrócić na etat. – Mam taki charakter, że zawsze chcę więcej. A praca w banku nie była dla mnie zbyt rozwijająca – przyznaje franczyzobiorczyni VisionOptyk. – Na początku myślałam, że to takie fajne: siedzę w białej koszuli i robię ważne rzeczy. A po kilku latach zrozumiałam, że tak naprawdę ciągle robię to samo, trzymam się utartych schematów i wciąż tkwię w tym samym miejscu.

Salon z biżuterią

YES to jedna z najbardziej znanych polskich marek jubilerskich. Swój szybki rozwój zawdzięcza m.in. franczyzie. Dziś jej właściciele rozwijają także drugą markę – Verona. Pod obydwoma szyldami działają obecnie 174 salony, prawie wszystkie na licencji (tylko dwa to placówki własne). – Franczyza YES jest atrakcyjna dla ludzi, którzy marzą o pracy w środowisku dóbr luksusowych, o prowadzeniu własnej firmy pod znanym brandem. Chcą wykorzystać swoją przedsiębiorczość i skuteczność w realizowaniu celów – mówi Mira Filipiak-Rzyszczak, menedżer ds. organizacji sieci detalicznej YES. 

Franczyzodawca chce otwierać salony zarówno w dużych, jak i w mniejszych miastach, najchętniej w centrach i galeriach handlowych. To centrala firmy wybiera lokalizację i podpisuje umowę najmu. Powierzchnia sklepu to 45-50 m2. YES zapewnia wykonawców i koordynuje prace adaptacyjne. – Salon jest wyposażony zgodnie z projektem architektonicznym, który przekazujemy partnerowi – podkreśla Mira Filipiak-Rzyszczak. – Sklepy wyróżniają się dopracowanym wizerunkiem wnętrz oraz witryn. Dzięki współpracy ze specjalistami marketingu i merchandisingu, charakteryzują się zarówno oryginalną estetyką wnętrz, jak i ich wysoką funkcjonalnością.

Kwota inwestycji to 7,5 tys. zł netto za 1 m2. Wstępna opłata licencyjna wynosi 15 tys. zł netto. Nie ma bieżącej opłaty franczyzowej ani marketingowej. Zwrot z inwestycji powinien nastąpić po dwóch latach. – Od kandydatów na franczyzobiorców, oprócz formalnych zabezpieczeń jak weksel czy zaświadczenie o niekaralności, oczekujemy doświadczenia w pracy w sprzedaży. Wymagamy umiejętności planowania pracy własnej i podległego zespołu oraz pracy w oparciu o plany sprzedażowe i wskaźniki handlowe – podkreśla Mira Filipiak-Rzyszczak. – Można łączyć prowadzenie salonu z innym zajęciem, ale nie wyobrażam sobie, aby partner nie uczestniczył w „życiu” sklepu. Z doświadczenia wiem, że jeśli franczyzobiorcy aktywnie angażują się w prowadzenie placówki, to salon przynosi lepsze wyniki.

Życiowy cel  restauracja McDonald's

Karolina Sokół już na studiach postawiła sobie cel: prowadzenie własnej restauracji McDonald’s. – Byłam z mężem na wymianie studenckiej w Stanach Zjednoczonych, miałam okazję zaobserwować, jak wygląda praca od kuchni w kilku amerykańskich sieciach gastronomicznych – opowiada Karolina Sokół. – Już wtedy wiedziałam, że działanie restauracji to nie tylko to, co widać z perspektywy gościa, ale również zarządzanie dostawami, całą infrastrukturą, praca z dużym zespołem personelu.

Ale marzenie nie od razu udało się zrealizować. Po studiach Karolina Sokół zaczęła pracę w amerykańskiej korporacji z branży FMCG. I przepracowała w niej 14 lat. – Razem z mężem rozwijaliśmy swoje kompetencje i gromadziliśmy kapitał – mówi dzisiaj. W 2017 roku pomyślnie przeszła wieloetapowy proces rekrutacji w McDonald’s i rozpoczęła ośmiomiesięczne szkolenie, które doprowadziło ją do objęcia własnej restauracji w Mińsku Mazowieckim, w czerwcu 2018 roku.

Decyzję o kandydowaniu na franczyzobiorcę McDonald’s rocznie podejmuje 50-60 osób, a ostatecznie przyjętych do systemu zostaje kilka  (np. w ubiegłym roku czworo). McDonald’s udziela licencji nowym franczyzobiorcom wyłącznie na już działające i prowadzone przez siebie restauracje. Kandydaci przechodzą staranną weryfikację. Muszą się wykazać m.in. doświadczeniem biznesowym i zagwarantować, że będą osobiście prowadzić lokal.  Nie wolno im w tym samym czasie zajmować się innym biznesem, wymagającym osobistego nadzoru. Proces rekrutacyjny trwa ok. 15 miesięcy, z czego około roku zajmuje cykl szkoleń. Dopiero na końcowym etapie szkolenia kandydat otrzymuje ofertę franczyzy na konkretny lokal. Aby rozpocząć współpracę z marką, trzeba dysponować środkami własnymi w wysokości min. 1,5 mln zł. Nie mogą pochodzić z kredytu. Ale pożyczkę można wziąć już na pokrycie pozostałej części inwestycji – bo pełny wydatek na restaurację Złotych Łuków może sięgać 4,8 mln zł. Jednorazowa opłata licencyjna wynosi 45 tys. dolarów. Franczyzobiorca musi też wpłacić kaucję w wysokości 15 tys. dolarów. Miesięczne opłata franczyzowa wynosi 5 proc. od obrotu, a marketingowa 4,4 proc. Do tego franczyzobiorca płaci co miesiąc czynsz za korzystanie z lokalu.

Zdecydowałam się na franczyzę McDonald’s ze względu na zaufanie do tej firmy. To duża, silna globalna marka z solidnymi zasadami, która bierze na siebie ogromną odpowiedzialność za przygotowanie franczyzobiorców do samodzielnego prowadzenia restauracji – podkreśla Karolina Sokół.
 – Przez osiem miesięcy intensywnego szkolenia otrzymałam ogromne wsparcie merytoryczne. Szkolenie polega na połączeniu praktyki w restauracji z wiedzą teoretyczną. Dopełnia go bieżąca weryfikacja umiejętności przyszłego franczyzobiorcy, który pracuje pod ścisłym nadzorem na różnych stanowiskach w restauracji, od smażenia frytek, po zarządzanie lokalem. Każdy kandydat ma przydzielonego opiekuna, który odpowiada na pytania i odpowiednio kieruje naszymi działaniami. W praktyce pomaga mi jednak nie tylko opiekun, ale cały sztab ludzi pracujących w McDonald’s Polska, którzy są ze mną w bezpośrednim kontakcie w każdej chwili.

Dziś Karolina Sokół zarządza już trzema restauracjami McDonald’s.

We własnej firmie cała odpowiedzialność za powodzenie biznesu spoczywa na tobie, nie rozkłada się na kilka różnych działów i dziesiątki osób. Pojawiają się problemy, kompletnie nieznane podczas pracy na etacie. – W korporacji martwisz się tym, żeby zrealizować budżet, zamknąć jakiś duży projekt. A w twojej własnej firmie pojawiają się zmartwienia typu brak papieru toaletowego czy zepsuta wentylacja. W korpo zająłby się tym odpowiedni dział. W swoim lokalu muszę się tym zająć sam – mówi Michał Kuczyński, franczyzobiorca Zdrowej Krowy. – Ale jakość życia jest zdecydowanie lepsza. Sam decyduję o swoim czasie, mogę odebrać syna ze szkoły, a nie siedzieć przymusowo w biurze do 17.30. Owszem, bywa, że pracuję w niedziele, że nagle muszę pędzić, żeby zastąpić pracownika. Znam takich, którzy nie wychodzą z pracy przez 24 godziny na dobę, bo nie potrafią delegować zadań. Ale w moim życiu tzw. work-life balance jest teraz o niebo lepszy.

Artykuł pochodzi z numeru 7-2019 miesięcznika "Własny Biznes FRANCHISING".

Więcej pomysłów na biznes dla pracowników korporacji znajdziesz w numerze 2-2020 magazynu.


POPULARNE NA FORUM

Planuję założyć własną działalność - od czego zacząć?

Z mojego doświadczenia wynika, że najważniejszy jest program do pełnej księgowości to zdecydowanie był świetny zakup.

31 wypowiedzi
ostatnia 20.05.2020
Prośba o pomoc w wypełnianiu ankiety do pracy licencjackiej

Szanowni Państwo, prowadzę badania wśród franczyzobiorców do pracy licencjackiej. Jeśli ktoś z Państwa zechciałby wypełnić moją krótką ankietę byłabym bardzo...

1 wypowiedzi
ostatnia 01.04.2020
Własny biznes z małym kapitałem

Szanowni Państwo, prowadzę badania wśród franczyzobiorców do pracy licencjackiej. Jeśli ktoś z Państwa zechciałby wypełnić moją krótką ankietę byłabym bardzo...

126 wypowiedzi
ostatnia 01.04.2020
Własny biznes z małym kapitałem

Drodzy, wielka prośba do osób, które prowadzą swoją działalność. Możecie wypełnić poniższą ankietę? Zajmie Wam to maks 1 min. Przygotowuje narzędzie, które ma...

126 wypowiedzi
ostatnia 23.03.2020
Praca magisterska - licencjacka o franchisingu

Witam, jestem studentką III roku finansów menedżerskich Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach i prowadzę badania do pracy licencjackiej na temat źródła finansowania...

208 wypowiedzi
ostatnia 18.02.2020
Franczyza

Jakie sieci handlowe nie blokują decyzji podejmowanych przez partnera? Chciałbym wejść na rynek, bo mam już pewne doświadczenie, ale właśnie boję się mocnego...

1 wypowiedzi
ostatnia 10.02.2020
Społeczność Franchising.pl

Strata 37000 PLN. Jestem na drodze sądowej z firmą blinkee.city / Blinkee. W lutym 2019 podpisana i wysłana umowa. Pieniądze wysłane. Do dnia 13.12.2019 brak skuterów,...

1 wypowiedzi
ostatnia 13.12.2019
Biznes na dodatek

Z tymi kwotami 6.000~12.000pln to raczej byłbym bardzo ostrożny ;-) Ale faktycznie taka opcja jest ciekawa, główne problemy InPostu to niestety... Technika! Terminale do...

2 wypowiedzi
ostatnia 29.11.2019