Zamiast otwarć - przeprowadzka

Charleys_1.jpg

Plany podboju polskiego rynku gastronomicznego franczyzodawca Charley’s Philly Steaks będzie musiał odłożyć na później. Sieć restauracji serwujących gorące kanapki z wołowiną pojawiła się w Polsce wiosną ubiegłego roku, otwierając punkt w warszawskim centrum handlowym Blue City. Firma Neelam, która sprowadziła markę do kraju, wcześniej z powodzeniem rozkręciła ja w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Najwyraźniej jednak bliskowschodnie doświadczenie nie za bardzo przydało się w europejskich realiach.

Z zapowiadanych czterech otwarć udało się zrealizować de facto tylko jedno. Firma niedawno pochwaliła się planami uruchomienia placówki w centrum handlowym Atrium Targówek. Jak jednak przyznają jej przedstawiciele, nie jest to w istocie nowe otwarcie, a przeprowadzka. 
- W Blue City trwa obecnie remont food courtu. Lokalizacja nie spełnia naszych oczekiwań i dlatego postanowiliśmy przenieść ją w inne miejsce – mówi Adam Borowik, odpowiedzialny za rozwój sieci w Polsce.

Amerykańska marka pojawi się w nowym miejscu, ale w dotychczasowym punkcie już jej nie zobaczymy. Z czego wynikają trudności sieci w znalezieniu franczyzobiorców? Prawdopodobnie największą barierą są koszty uruchomienia restauracji w połączeniu z dość niską rozpoznawalnością marki. Franczyzodawcy CPS szacują, że całkowity minimalny koszt inwestycji w ich punkt wynosi 180 tys. zł. To więcej, niż w przypadku takich marek, jak Sphinx czy Telepizza. Do tego dochodzi fakt, że preferowane lokalizacje na punkt z kanapkami powinny znajdować się w food courtach galerii handlowych. A to dodatkowo podnosi wymagania finansowe. Czas pokaże, czy steki Charley’a znajdą w Polsce szersze grono miłośników. Na razie, dopóki nie ruszy punkt na Targówku, de facto nad Wisłą ich nie ma.

(gum)