Patrycja Besaha, właścicielka Petit Pati / "Od zawsze fryzjerstwo dzieliło się na trzy działy: fryzjer damski, fryzjer męski, kolorysta. W pewnym momencie w Polsce te różnice zaczęły się zacierać, ale na cały świecie od dawien dawna ten podział jest utrzymywany".
Wtorek
15.10.2019
Polacy odkryli na nowo męskie fryzjerstwo ledwie kilka lat temu. Dzisiaj barber shopy wyrastają jak grzyby po deszczu.
 

Salon fryzjerski dla panów, w którym specjaliści dbają o brody, wąsy i baki – jeszcze kilka lat temu o takim miejscu mało kto słyszał. Dzisiaj barber shopów funkcjonuje na rynku mnóstwo. W samej Warszawie można znaleźć kilkadziesiąt salonów fryzjerskich wyłącznie dla mężczyzn. Jednak zdaniem twórców Ferajny, wiele z nich to barber shopy tylko z nazwy.
 – Wiele salonów obsługujących wcześniej tylko kobiety, albo kobiety i mężczyzn, po prostu zmieniło szyld, podążając za nową modą. Naprawdę wyspecjalizowane miejsca w stolicy można policzyć na palcach jednej ręki – mówi Michał Gonczarski, współwłaściciel Ferajny.

Prawdziwy barber shop

Jego zdaniem dobrze zorientowany w temacie klient od razu rozpozna barber shop z prawdziwego zdarzenia.
 – Stosuje on zupełnie inne techniki strzyżenia niż w przypadku kobiet, oraz specjalistyczny sprzęt – mówi Michał Gonczarski.
 Wyróżnikiem są także ludzie pracujący w takim salonie.
 – To muszą być specjaliści, którzy znają się na rzeczy. Nie jest ich na rynku wielu, więc niełatwo pozyskać ich do pracy – mówi Michał Gonczarski.

Barberzy to wymarłe rzemiosło, które dopiero od niedawna rodzi się na nowo. Ferajna z problemem braku specjalistów poradziła sobie otwierając Akademię Barberską Stara Ferajna, w której szkoli rzemieślników, również na własne potrzeby, ale nie tylko. Korzystają z tego rozwiązania również osoby, które chcą posiąść dodatkowe umiejętności w tej dziedzinie. Natomiast ci, którzy zaczynają od zera, stają się potem pracownikami Ferajny. Takie szkolenie trwa około pół roku, ale trzeba na nie uczęszczać co najmniej przez 5 dni w tygodniu.

Problem z pozyskiwaniem kompetentnych pracowników potwierdza również Patrycja Besaha, właścicielka Petit Pati, barber shopu, który funkcjonuje na rynku od 2012 r.
 – Cały model biznesowy oparty jest na pracujących z nami barberach, to oni są filarem tego biznesu, a że jest to zawód niszowy, właściciele salonów walczą o nich z niebywałą zaciętością. Barberskie stawki z każdym miesiącem, z każdym rokiem rosną mocno w górę. To nie ułatwia życia pracodawcom – mówi Patrycja Besaha.

Tłumaczy ona także, że fryzjerstwo damskie i męskie różnią się od siebie, nie tylko technikami cięcia czy fryzurami, ale również rodzajem usług oraz podejściem do klienta i jego obsługą. Dlatego fryzjerzy męscy uczą się zupełnie innych rzeczy niż fryzjerzy damscy.
 – Od zawsze fryzjerstwo dzieliło się na trzy działy: fryzjer damski, fryzjer męski, kolorysta. W pewnym momencie w Polsce te różnice zaczęły się zacierać, ale na cały świecie od dawien dawna ten podział jest utrzymywany.  Dla przykładu: męski krawiec szyjący garnitury nie podejmie się uszycia sukienki – mówi Patrycja Besaha.

Relaks i odpoczynek

Zanim stworzyła ona Petit Pati, pracowała jako degustator kawy i zarządzała palarnią kawy.
 – Byłam zmęczona pracą dla kogoś. Zawsze czułam, że muszę być samodzielna i chciałam w końcu zacząć pracować na własny rachunek. Ponieważ nie miałam dużych możliwości inwestycyjnych postanowiłam nauczyć się takiego rzemiosła, w którym  „praca własnych rąk" jest najważniejsza. Mój wybór padł na fryzjerstwo. Początkowo damsko-męskie, z czasem tylko męskie – opowiada Patrycja Besaha. Do Petit Pati dołączył także Tomasz Greniuk, który pracował w korporacji na stanowisku dyrektorskim.

Ich Petit Pati, to miejsce utrzymane w stylistyce lat 50. XX wieku. Jego klimat oprócz ludzi, tworzy również wyposażenie: stare meble, duży fotel w stylu retro, obrazy, zdjęcia i stare narzędzia fryzjerskie.
 Natomiast Ferajna swoją działalność rozpoczęła w 2015 r. Założył ją Michał Gonczarski i Paweł Struczewski. Firma wyewoluowała ze sklepu internetowego z kosmetykami do brody BreadShop.pl, który zaopatruje barbershopy w całej Polsce.

Spółka chce się wyróżniać m.in. tym, że nie prowadzi zapisów na swoje usługi.
 – Klienci są obsługiwani w kolejności, w której przyszli. Mamy kawiarnię, połączoną przejściem z naszym salonem, gdzie mogą poczekać na swoją kolej. Zwykle około godziny przed otwarciem czeka już na nas około dziesięciu klientów. Każdemu poświęcamy jednak tyle czasu, ile potrzebuje, nie patrząc na zegarek i nie zważając na to, jak dużo jest jeszcze chętnych – mówi Michał Gonczarski. Tłumaczy on, że taki system wynika z potrzeby stworzenia miejsca, w którym mężczyźni mogą naprawdę odpocząć i zrelaksować się.

Odpoczynkowi ma sprzyjać także fakt, że panie mogą tylko wpaść na zakupy albo odprowadzić swojego mężczyznę (w czasie usługi mogą poczekać w kawiarni obok). W salonie pracuję wyłącznie panowie, a kobiety mogą tu zabawić dłużej jedynie podczas specjalnych imprez czy eventów.

System się sprawdza, bo codziennie do Ferajny przybywa więcej klientów, niż salon jest w stanie obsłużyć.
 Właściciele zapewniają też, że stawki za ich usługi nie są wygórowane.
 – Nie mamy całej premium otoczki, za którą de facto płacą klienci w wielu podobnych miejscach – nie jesteśmy elegancko poprzebierani i nie zachowujemy się jak lokaje. Jesteśmy normalnymi facetami, rzemieślnikami, którzy dobrze wykonują swoją pracę i chcą, żeby klienci dobrze
się u nich czuli
– tłumaczy Michał Gonczarski.

Coraz ciaśniej

Jego zdaniem rynek barberów już jest konkurencyjny. Ale będzie dalej rósł, ponieważ zapotrzebowanie na tego typu usługi to nie jest efekt chwilowej mody.
 – To naturalne, że mężczyźni potrzebują swojego miejsca – mówi Michał Gonczarski.
Zgadza się z nim Patrycja Besaha.
 – Odbiorcami usług salonów fryzjerskich są przede wszystkim kobiety. Barber shop jest dedykowany wyłącznie mężczyznom i jest to zdrowy układ. Panowie potrzebują miejsc w których mogą odpocząć, zrelaksować się, pośmiać czy rubasznie pożartować i u nas to dostają – mówi właścicielka Petit Pati.

Przyznaje ona, że kiedyś faktycznie była to działalność niszowa, jednak od tamtej pory wiele się zmieniło.
 – Obecnie to popularny pomysł na biznes i rynek zaczyna być nieco przesycony salonami dla mężczyzn – mówi Patrycja Besaha.
Jej zdaniem przy otwieraniu barber shopu ważny jest nie tylko odpowiedni lokal i fotel barberski.
 – Jak w każdym biznesie, liczy się tutaj wizja, pomysł oraz czas i energia na jego realizację – przekonuje właścicielka Petit Pati. Jej zdaniem salony, które się otwierają tylko dlatego, że jest to teraz modne, szybko zostaną zweryfikowane przez rynek.
 – Współczesny polski konsument jest bardzo wymagający i nie zadowoli się usługami średniej jakości – podsumowuje Patrycja Besaha.

Nie spoczywać na laurach

Barber shopy przyciągają klientów oryginalnym wystrojem, wykwalifikowanym zespołem i autentycznością. Aby otworzyć taki biznes, potrzeba co najmniej kilkudziesięciu tysięcy złotych.
 – To wystarczy, jeśli myślimy o małym, jedno lub dwu stanowiskowym lokalu na obrzeżach miasta. Jeżeli chcemy mieć duży salon, blisko centrum, z ciekawym wystrojem, to koszt zaczyna się od 150 tys. zł – mówi Patrycja Besaha.

Trudno też liczyć na szybki zwrot z inwestycji. Koszty prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce są wysokie, opłaty stałe również, a do tego barberzy mają duże oczekiwania finansowe.
 – Barberskie stawki z każdym miesiącem, z każdym rokiem rosną mocno w górę. To nie ułatwia życia pracodawcom. Bez doświadczenia w prowadzeniu takiej działalności można szybko przekonać się, że to wcale nie jest żyła złota, a ciężka praca, która nie zawsze kończy się happy endem – przekonuje Patrycja Besaha.

Na pewno łatwiej utrzymać się na rynku starym wyjadaczom, niż nowicjuszom, który dopiero startują w tej branży. Firmy takie jak Petit Pati mają już swoją renomę i w swoim środowisku są rozpoznawalne. Dzisiaj kluczem do sukcesu Petit Pati jest skupienie się na jakości swoich usług oraz dbałości o pracowników.
 – Dbamy zarówno o rozwój zawodowy naszych pracowników, zapewniając im regularne szkolenia oraz wysokie zarobki. Dzięki temu udaje nam się utrzymać w miarę stałą, sprawdzoną, a przede wszystkim doświadczoną i zgraną ekipę – mówi Patrycja Besaha.
Dodaje, że firma dba również stale o swój wizerunek w social mediach, które są obecnie najważniejszym medium reklamowym.
 Efekty?
 – Kalendarz z zapisami mamy wypełniony na miesiąc do przodu – mówi Patrycja Besaha. 

Artykuł pochodzi z numeru 1/2019 miesięcznika "FRANCHISING".


Michał Gonczarski, współwłaściciel Ferajny / "Nie prowadzimy zapisów na nasze usługi. Klienci są obsługiwani w kolejności, w której przyszli. Mamy kawiarnię, połączoną przejściem z naszym salonem, gdzie mogą poczekać na swoją kolej".
Profil kobiety
Dominika Pronarska
dziennikarz