Klub fitness po powrocie z emigracji
Dlaczego klub fitness może być jednym z najciekawszych pomysłów na własny biznes dla Polaków wracających do kraju?
Z tego artykułu dowiesz się
- Jakie perspektywy ma przed sobą branża fitess w Polsce
- Kto chętnie inwestuje w klub fitness
- Z czym się wiąże prowadzenie klubu fitness
Jeszcze niedawno powrót z emigracji opisywało się głównie językiem decyzji prywatnych: rodzina, mieszkanie, szkoła dla dzieci, zmęczenie kosztami życia w Londynie, Dublinie czy Berlinie. Dziś coraz częściej dochodzi do tego drugi wymiar – zawodowy i inwestycyjny. Część Polaków wraca nie po to, by po prostu odnaleźć się na polskim rynku pracy, ale by wykorzystać to, czego nauczyli się za granicą: zarządzania, sprzedaży, standardów obsługi, pracy w procesach i patrzenia na usługę oczami klienta.
Nie jest to wielka fala powrotów, którą można byłoby zamknąć w jednym populistycznym haśle. Dane są bardziej niejednoznaczne. GUS szacuje, że na koniec 2024 r. poza granicami Polski czasowo przebywało ok. 1,499 mln obywateli Polski, czyli nieco więcej niż rok wcześniej. Jednocześnie z niektórych krajów płyną sygnały zmiany. W relacjach z Wielką Brytanią saldo migracyjne Polaków jest ujemne, a w relacjach z Niemcami w 2024 r. po raz pierwszy od ćwierćwiecza więcej osób wróciło do Polski niż wyjechało za Odrę.
Najciekawsze nie jest więc samo pytanie, ilu Polaków wraca – ale to, co ze sobą przywożą do ojczyzny. Coraz częściej nie jest to wyłącznie sentyment, zmęczenie emigracją albo oszczędności. To także doświadczenie pracy na bardziej konkurencyjnych rynkach, oswojenie z wyższym standardem obsługi i dużo mniejsza cierpliwość do prowizorki. A przede wszystkim świadomość, że własny biznes nie utrzyma się długo na samej intuicji, dobrych chęciach i naszym polskim „jakoś to będzie”.
– Kiedy wracałem do Polski po latach pracy za granicą, miałem bardzo mocne poczucie, że nie przywożę tylko oszczędności. Przywożę sposób patrzenia na biznes: na standard obsługi, sprzedaż, zarządzanie zespołem, procesy i odpowiedzialność za wynik. Tego nauczyłem się na bardziej dojrzałych rynkach fitness i to chciałem przełożyć na polskie realia. Dziś podobny potencjał widzę u osób, które wracają z Wielkiej Brytanii, Niemiec czy innych krajów. Mają doświadczenie, dyscyplinę, kapitał i potrzebę zbudowania czegoś własnego. Jeśli trafią na dobrze poukładany model, mogą stać się bardzo mocnymi lokalnymi przedsiębiorcami – mówi Łukasz Dojka, założyciel i właściciel Xtreme Fitness Gyms.
Od emigracyjnego doświadczenia do lokalnego biznesu
W branży fitness dobrze widać, jak taki powrót może zamienić się w przedsiębiorczość. Łukasz Dojka wrócił do Polski po latach pracy w fitnessie za granicą i w 2012 r. otworzył pierwszy klub w Tarnowie. Cztery lata później marka zaczęła rozwijać się we franczyzie. Dziś Xtreme Fitness Gyms ma ponad 180 klubów w Polsce i jest największą siecią fitness rozwijaną w tym modelu.
Nie chodzi o to, by z historii Łukasza Dojki robić prostą instrukcję: wróć z emigracji, otwórz klub i zbuduj sieć. To byłoby zbyt łatwe, a w biznesie tego typu opowieści zwykle źle się starzeją. Ważniejsze jest coś innego: doświadczenie zdobyte na bardziej dojrzałym rynku może stać się w Polsce przewagą, jeśli trafi na branżę, która nadal rośnie, ale coraz mniej wybacza przypadkowość. Fitness jest dziś właśnie taką branżą – nie wystarczy otworzyć lokal i wstawić sprzęt. Trzeba umieć zarządzać usługą, zespołem, sprzedażą, standardem i codziennym doświadczeniem klienta.
Fitness jest takim sektorem z kilku powodów. Po pierwsze, popyt na aktywność fizyczną nie wynika już wyłącznie z mody na sylwetkę. Coraz mocniej łączy się ze zdrowiem, dobrostanem psychicznym, starzeniem się społeczeństwa, siedzącą pracą i potrzebą regularnego odreagowania napięcia. WHO rekomenduje dorosłym 150-300 minut umiarkowanej aktywności tygodniowo albo 75-150 minut aktywności intensywnej, a do tego ćwiczenia wzmacniające główne grupy mięśni co najmniej dwa razy w tygodniu. Jednocześnie WHO szacuje, że 31 proc. dorosłych na świecie – czyli ok. 1,8 mld osób – nie osiąga minimalnego zalecanego poziomu aktywności fizycznej. W Polsce widać podobny problem: według badania „Poziom aktywności fizycznej Polaków 2025” tylko 21 proc. osób powyżej 15. roku życia spełnia normy WHO dotyczące aktywności fizycznej w czasie wolnym, jeśli nie liczyć spacerowania; w grupie 18-64 lata odsetek ten wynosi 22 proc. Dla wielu osób klub fitness jest więc nie dodatkiem do stylu życia, ale najprostszym sposobem, by regularność w ogóle wprowadzić do tygodnia.
Po drugie, rynek nie stoi w miejscu. Europejski sektor fitness w 2025 r. osiągnął 75,5 mln członków klubów, 67,5 tys. obiektów i 39,1 mld euro rocznych przychodów, a przychody wzrosły o 9,1 proc. rok do roku – wynika z danych EuropeActive i Deloitte. To kontynuacja odbicia po pandemii: już w 2024 r. europejski rynek przekroczył 36 mld euro przychodów, a liczba klubowiczów wzrosła do ok. 71,4-71,6 mln.
Warto jednak spojrzeć nie tylko na samą skalę rynku, ale też na jego penetrację, czyli odsetek populacji korzystającej z członkostw w klubach fitness. W Polsce wskaźnik ten szacowany jest dziś na ok. 8–9 proc., co lokuje kraj blisko średniej europejskiej, ale nadal wyraźnie poniżej najbardziej dojrzałych rynków. Dla porównania w Wielkiej Brytanii penetracja rynku fitness wynosi 16,9 proc., a w Stanach Zjednoczonych
w 2025 r. członkostwo w klubie, studiu lub innym obiekcie fitness miało 26,1 proc. populacji w wieku 6+. To pokazuje, że Polska nie jest już rynkiem początkującym, ale wciąż ma przestrzeń do wzrostu – zwłaszcza jeśli rozwój nie zatrzyma się na największych miastach. Tym bardziej że EuropeActive utrzymuje branżową ambicję dojścia do 100 mln członków klubów fitness w Europie do końca 2030 r.
Oczywiście nie znaczy to, że każdy klub odniesie sukces. Oznacza raczej, że fitness wyszedł z niszy i wszedł w etap, w którym przewagę daje nie tylko dobra lokalizacja i sprzęt, ale codzienna operacja: sprzedaż, retencja, standard obsługi, zarządzanie zespołem, technologia i zdolność budowania relacji z lokalną społecznością.
Po trzecie, Polska wciąż ma przestrzeń dla klubów poza największymi aglomeracjami. Z analizy rynku siłowni i klubów fitness w Polsce za 2024 r. wynika, że 1 855 gmin nie miało żadnego klubu fitness lub siłowni dostępnych w ramach sieciowych kart sportowych, a 7,2 mln osób mieszkało w miejscowościach pozbawionych takiej infrastruktury. Średnio na jeden klub fitness w Polsce przypadało 5 888 osób, a potencjał nowych obiektów szacowano na ponad 1 600, głównie w średnich i mniejszych miejscowościach. To ważne, bo w polskim modelu dużą rolę odgrywają pośrednicy B2B i karty sportowe, które przez lata budowały nawyk korzystania z klubów jako benefitu pracowniczego. Ale nawet najlepszy benefit nie zastąpi infrastruktury, jeśli najbliższy klub znajduje się poza codzienną trasą mieszkańca.
Dla osoby wracającej z emigracji to może mieć szczególne znaczenie: inwestycja nie musi oznaczać walki o najdroższy lokal w centrum dużego miasta. Może oznaczać wejście do miejsca, które zna się społecznie – jego rytm, braki, przyzwyczajenia mieszkańców i realne potrzeby.
Franczyza zamiast uczenia się wszystkiego na własnych błędach
Tu zaczyna się różnica między samodzielnym otwarciem siłowni a wejściem w model franczyzowy. Z zewnątrz prowadzenie klubu fitness wygląda dość prosto: sala, sprzęt, karnety, zajęcia. W praktyce jest to biznes złożony z wielu zależnych od siebie decyzji. Trzeba znaleźć lokal, dobrze ocenić potencjał rynku, zaprojektować przestrzeń, przeprowadzić adaptację, kupić sprzęt, zatrudnić zespół, uruchomić sprzedaż, ułożyć grafik, pilnować standardów, kontrolować rentowność i jeszcze sprawić, żeby klubowicz został po pierwszym miesiącu – kiedy zapał już minie.
Dla kogoś, kto wraca z zagranicy, największą barierą często nie jest brak odwagi czy ambicji, ale liczba niewiadomych. Polski rynek po kilku albo kilkunastu latach nieobecności potrafi być innym rynkiem: zmieniły się koszty, kanały sprzedaży, oczekiwania klientów, lokalizacje handlowe i rynek pracy. Franczyza nie znosi ryzyka – żaden uczciwy model biznesowy nie powinien tego obiecywać. Może jednak skrócić drogę przez błędy, które na starcie bywają najdroższe.
– Dla wielu osób wracających z Wielkiej Brytanii najtrudniejsze nie jest samo podjęcie decyzji o powrocie, ale znalezienie w Polsce takiej ścieżki zawodowej, która wykorzysta ich doświadczenie, kapitał i sposób myślenia o biznesie. W Xtreme Fitness Gyms widzimy, że te kompetencje bardzo dobrze pasują do franczyzy: znajomość standardów obsługi, dyscyplina operacyjna, otwartość na procesy i zrozumienie klienta są w tym modelu ogromną wartością. Polski rynek fitness nadal ma przestrzeń do rozwoju, szczególnie w miastach, w których nowoczesna infrastruktura treningowa dopiero staje się częścią codzienności. Dla osób wracających z UK to może być nie tylko inwestycja finansowa, ale też bardzo konkretny sposób na zbudowanie biznesu w kraju, który dziś daje znacznie więcej możliwości niż jeszcze kilkanaście lat temu – mówi James Cotton, prezes Xtreme Fitness Gyms.
W modelu Xtreme Fitness Gyms franczyzobiorca wchodzi w gotowy format klubu: z procesem przygotowania lokalizacji, technologią, wsparciem operacyjnym i zakupowym. Wejście w ten model wymaga wkładu własnego od 450 tys. zł, a całkowita kwota inwestycji wynosi ok. 1,2 mln zł, z możliwością skorzystania z finansowania wewnętrznego. To nie są małe pieniądze. Dla części osób, które przez lata pracowały w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Holandii czy Irlandii i odłożyły kapitał, może to być jednak alternatywa wobec zakupu mieszkania inwestycyjnego, lokaty albo biznesu, którego trzeba uczyć się samodzielnie – od pierwszej faktury, pierwszej rekrutacji i pierwszego kosztownego błędu.
Największą przewagą powracających może być przy tym nie sam kapitał, lecz sposób myślenia o usłudze. Kto pracował za granicą w handlu, gastronomii, usługach, finansach czy fitnessie, często dobrze rozumie, że klient nie kupuje wyłącznie produktu. Kupuje przewidywalność. Chce wiedzieć, że klub będzie czysty, dostępny i dobrze zarządzany; że recepcja zrozumie jego problem; że trener nie potraktuje początkującej osoby jak kogoś, kto pomylił adres; że aplikacja, grafik i płatności działają bez zbędnego tarcia. W fitnessie takie detale są mniej efektowne niż nowy sprzęt, ale to one często decydują o tym, czy ktoś zostaje na dłużej.
Klub, który zna rytm miasta
W tym sensie klub fitness jest biznesem bardzo lokalnym. Franczyzobiorca nie jest anonimowym inwestorem zza arkusza kalkulacyjnego. Najczęściej staje się gospodarzem miejsca: zna miasto, rozumie rytm osiedla, wie, o której kończą się zmiany w zakładach pracy, gdzie rodzice odwożą dzieci do szkoły, kiedy mieszkańcy wracają z biur i które lokalizacje naprawdę mają sens. To szczególnie ważne w mniejszych miejscowościach, gdzie klub nie konkuruje wyłącznie ceną, ale zaufaniem, dostępnością i poczuciem, że jest częścią codziennej infrastruktury.
Dlatego powrót z emigracji i inwestycja w klub fitness spotykają się dziś w dość szczególnym momencie. Polska nie jest już wyłącznie krajem, z którego wyjeżdżało się po „normalność” rozumianą jako stabilniejsza praca, lepsze zarobki i bardziej przewidywalne życie. A wielu ludzi wracających z zagranicy nie chce po prostu zamienić jednego etatu na drugi. Szukają biznesu, który odpowiada na realny popyt, ale nie wymaga zaczynania od pustej kartki – z pełnym ryzykiem, kosztami i uczeniem się rynku od zera.
Xtreme Fitness Gyms jest przykładem modelu, który sam wyrósł z podobnej logiki. Ktoś zobaczył, jak działa fitness na bardziej dojrzałych rynkach, wrócił do Polski, zbudował pierwszy klub, potem sieć, a następnie franczyzę. Dziś podobna ścieżka może być dostępna dla osób, które wracają z własnym doświadczeniem i chcą je przełożyć na biznes bliżej domu.
Nie każdy powinien otwierać klub fitness. To biznes wymagający dyscypliny, obecności, pracy z ludźmi i gotowości do pilnowania szczegółów, których klient zwykle nie widzi, dopóki coś nie przestaje działać. Ale właśnie dlatego może być dobrym wyborem dla tych, którzy za granicą nauczyli się, że w usługach nie wygrywa największy entuzjazm, tylko standard powtarzany codziennie, także wtedy, gdy nikt nie robi z tego historii sukcesu w mediach społecznościowych i prasie.
Najważniejsze wnioski
Powrót do Polski nie musi dziś oznaczać cofnięcia się o kilka pól. Dla części osób może oznaczać przejście z roli pracownika w cudzym systemie do roli właściciela lokalnego biznesu, który działa w sprawdzonym systemie. A siłownia – jeśli jest dobrze zlokalizowana, odpowiednio zarządzona i prowadzona blisko ludzi – może być czymś więcej niż miejscem do treningu. Może być jedną z inwestycji, w których prywatna historia powrotu zamienia się w konkretny wkład w lokalny rynek.
ZOBACZ W KATALOGU
Wyróżnione franczyzy
Xtreme KiDS
Sale zabaw dla dzieci
Xtreme Fitness Gyms
Kluby fitness/siłownie
Żabka
Sklepy typu convenience
Costa Coffee
Kawiarnie
Erste Bank Polska
Placówki bankowe
Yasumi Instytut Zdrowia i Urody
Gabinety kosmetyczne, hotele i obiekty SPA
Synevo Punkty Pobrań
Punkty pobrań badań labolatoryjnych
Carrefour
Sklepy convenience, minimarkety, supermarkety
Da Grasso
Pizzerie
Mydlarnia u Franciszka
Sklepy z kosmetykami naturalnymi
So Coffee
Kawiarnie
DDD Dobre Dla Domu
Sklepy z podłogami i drzwiami
Jesion Inwestycje
Urządzanie wnętrz
Inne koncepty z branży beauty i fitness
Body Evolution
Studia modelowania sylwetki
Depilacja.pl
Salony depilacji laserowej
DepilConcept
Salony depilacji laserowej
EMS FitFactory
Studia treningu EMS
Estetic Point
Gabinety kosmetologii i medycyny estetycznej
Fit+
Kluby fitness/siłownie
FIT Style
Kluby fitness/siłownie
Fituro
Kluby fitness/siłownie
Gentlemen Barber Shop
Salony barberskie
Haircut Express
Salony fryzjerskie
Z OSTATNIEJ CHWILI
POKAŻ WSZYSTKIE
Czy warto zostać franczyzodawcą?
Wielu przedsiębiorców traktuje franczyzę jako prosty sposób na szybkie skalowanie biznesu. W praktyce jest to jednak wymagająca forma rozwoju firmy.
Kodano Optyk celuje w 50 nowych salonów w 2026 roku
Po rekordowym 2025 roku – 131 mln zł przychodów, EBITDA wyższa o 135 proc. – polska sieć Kodano Optyk otwiera nowe salony.
Zakładamy hodowlę alpak
Alpaki miały być dla państwa Raczyńskich źródłem przyjemności, nie dochodu. Z czasem stały się fundamentem wielowymiarowego projektu, łączącego...
Urząd naliczył podatek według nieistniejącego przepisu
Przedsiębiorca walczył o zwrot nadpłaty podatku od nieruchomości. Sąd wykazał, że organ zastosował przepis, który wtedy nie obowiązywał.



