02.09.2016

Lody dadzą zarobić

Lody Bosko najpierw sprawdziły się na lokalnym rynku, teraz ruszają z franczyzą. Jak poradzą sobie z konkurencją?

Lody Bosko wystartowały w Lublinie rok temu, w maju. Lodziarnia, usytuowana w śródmieściu, serwuje naturalnie robione lody, desery, gofry, kawę, świeże soki.
– Ale ponad 90 proc. naszej sprzedaży stanowią właśnie lody – mówi Piotr Głazowski, menadżer ds. rozwoju marki Lody Bosko. – Już w pierwszym sezonie kolejki w lokalu były takie, że musieliśmy zatrudnić dodatkowych pracowników. Przez zimę, jako jedyna lodziarnia w okolicy, byliśmy otwarci, choć w tym okresie bardziej działaliśmy jako kawiarnia. A od wiosny tego roku kolejki po lody znów zaczęły się ustawiać. Liczba klientów była tak duża, że zatrudnienie zwiększyliśmy trzykrotnie, w porównaniu z poprzednim sezonem.

Kolejka w lodziarni Bosko Fot. Lody Bosko

Optymalna wielkość pomieszczeń lodziarni Bosko to 100 m2 – wtedy można produkować lody na miejscu.

Lokal i produkcja

W tej sytuacji przedstawiciele firmy pomyśleli o ekspansji na inne polskie miasta i postanowili rozwijać się poprzez franczyzę. W tej chwili szukają franczyzobiorców, którzy chcieliby otworzyć lokal w dużych miastach (powyżej 100 tys. mieszkańców) lub w miejscowościach turystycznych. Pożądane lokalizacje to centra miast, rynki, deptaki. Optymalna wielkość pomieszczeń to 100 m2 – wtedy można produkować lody na miejscu. Jeśli lokal jest mniejszy, trzeba będzie pomyśleć o dodatkowym lokalu, w którym ulokuje się produkcję. Całkowita kwota potrzebna na inwestycję to – według wyliczeń franczyzodawcy – od 280 do 380 tys. zł. Remont i adaptacja, w zależności od wielkości lokalu, pochłonie od 170 do 150 tys. zł. Komplet sprzętu (maszyny do produkcji lodów, witryna, szafa chłodnicza, sprzęt agd) kosztuje 130-150 tys. zł (można skorzystać z leasingu). Do tego należy doliczyć 30 tys. zł na pierwsze zatowarowanie i 50 tys. zł na opłatę licencyjną. W zamian franczyzobiorca pomoże m.in. wybrać odpowiednią lokalizację, przygotuje projekt technologiczny lokalu, symulację przychodów, doradzi w doborze personelu. Ekipa z ramienia licencjodawcy pomoże na miejscu w przygotowaniach do otwarcia. Franczyzobiorca i jego pracownicy przejdą szkolenia z obsługi maszyn, produkcji lodów, obsługi klienta.
– Dołączamy też bardzo obszerny podręcznik operacyjny, z dokładnym opisem wszelkich procedur. Staraliśmy się zawrzeć tam szczegółowe odpowiedzi na wszelkie pytania, opis wszelkich możliwych sytuacji i problemów do rozwiązania – dodaje Piotr Głazowski.
Franczyzodawca wskazuje dostawców sprzętu oraz produktów, z których usług będą franczyzobiorcy.

Szybki start

W pierwszym roku działalności franczyzobiorca nie musi płacić opłaty marketingowej. Opłata franczyzowa liczona jest w procentach od obrotu.
– Jej wysokość będziemy ustalać indywidualnie, w zależności od potencjału konkretnego miejsca – tłumaczy Piotr Głazowski.

Czy lubelski koncept przyjmie się na rynku? Polska branża „lodowa” jest dość mocna. Franczyzobiorcy mogą wybierać zarówno wśród sieci serwujących popularne w ostatnich latach „świderki” (np. Lody Bonano, Lodolandia), jak i wśród konceptów oferujących lody produkowane rzemieślniczo (np. U Lodziarzy Wytwórnia Lodów Prawdziwych) oraz lodziarnio-kawiarni (np. carte d'Or Cafe). 

– Mamy bardzo dobrze dopracowany koncept, oferujemy franczyzobiorcom właściwie zautomatyzowany biznes. Opracowaliśmy szczegółowo wszelkie procedury, schematy, w każdym aspekcie działania firmy. To pozwala na szybkie rozkręcenie działalności – zapewnia Piotr Gałęzowski. – Nasza lubelska lodziarnia zapracowała na zwrot kosztów inwestycji po jednym sezonie, trwającym od początku maja do końca września. To też o czymś świadczy.