W polskim Intermarche ostrzą szpady

W reklamach sieci Intermarche do inwestowania we franczyzę zawsze przekonują sami franczyzobiorcy. Zadowoleni franczyzobiorcy.
Poniedziałek
25.11.2019
W znanej sieci supermarketów spożywczych słychać szczęk oręża i wzajemne zarzuty. A pod biurem zarządu czyhają dziennikarze, którzy próbują się dowiedzieć, co czeka Intermarche.
 

Oto grupa byłych franczyzobiorców francuskiej marki żąda od centrali umorzenia strat swoich sklepów i walczy o zwrot aportów. Uważają, że długi nie są ich winą, a za zbyt optymistyczne prognozy supermarketów odpowiadają Francuzi. Przy okazji aderoni (tak z francuska mówią o sobie franczyzobiorcy Intermarche) wskazują na powiększający się kryzys w polskiej sieci. Zarząd firmy oraz dział PR oficjalnie milczą, ale nieoficjalnie po rynku krąży twarde stanowisko Francuzów, że żadnych zwrotów nie będzie. Na razie obie strony przerzucają się słowami. Parole, parole, parole…

Francuscy Muszkieterowie mają w Polsce dwie marki. Supermarkety budowlane Bricomarche przeżywają bardzo dobry okres, tymczasem spożywczy Intermarche wyraźnie znalazł się na zakręcie. Po części dlatego, że rynek sklepów spożywczych od kilku lat zrobił się trudny i przechodzi intensywne przemiany. Zwiększyła się konkurencyjność, zmniejszyły marże. Trzeba mieć dobry pomysł, żeby funkcjonować na rynku spożywczym. Żabka poszła w digitalizację i małą gastronomię, Biedronka ogłosiła właśnie strategię franczyzową, a Carrefour otwiera sklepy BIO. Każdy na tym trudnym, zmieniającym się rynku próbuje czegoś nowego.

Trudny rynek sklepów spożywczych ma już na koncie znaczące ofiary. Od 2010 roku upadały znane marki supermarketów Bomi, Alma, Marcpol, a franczyzowy w części Piotr i Paweł przechodzi właśnie głęboką restrukturyzację. Na rynku spożywczym jak coś upada, to z hukiem. Żeby zapełniać półki potrzebna jest płynność, a jak bank albo centrala sieci zakręca kurek od razu to widać w sklepach i zaczyna się równia pochyła. Tylko na upadku lokalnego Marcpolu dostawcy stracili ponad 200 mln zł. To daje wyobrażenie, o jakie pieniądze idzie gra, gdy już dochodzi do konfliktu albo jego eskalacji. A że w Intermarche ten konflikt już trwa, widać po zainteresowaniu mediów, które cytują franczyzobiorców-aderonów uznających się za poszkodowanych. Program interwencyjny Alarm TVP przygotowuje reportaż w tej sprawie. Na czym więc polegają zarzuty franczyzobiorców?

Protest organizuje grupa kilkunastu przedsiębiorców, którzy uważają, że zostali wciągnięci przez Intermarche w pułapkę długów. Twierdzą, że zaraz do protestu mogą dołączyć następne osoby, bo choć część franczyzobiorców jeszcze milczy, to ich sklepy też już są nieopłacalne. W centrali nie sposób zweryfikować informacji o liczbie sklepów z kłopotami – jeszcze niedawno Marc Dherment, dyrektor generalny Muszkieterów, twierdził, że 75 proc. sklepów zarabia (w sieci Intermarche jest ich ponad 220).

My dotarliśmy do supermarketów zarówno generujących stratę, jak i zysk. Prawidłowość jest jedna: te zakładane dawniej, wrośnięte w rynek, są w lepszej sytuacji. Protestujący franczyzobiorcy są zdeterminowani; twierdzą, że walczą o odzyskanie majątku. Innego nie mają, bo wszystko zainwestowali w supermarkety. W dodatku zaangażowali się całymi rodzinami w biznes (to wymóg sieci). Ich sklepy od kilku lat przynosiły bądź przynoszą straty, tymczasem – jak twierdzą – centrala Intermarche namawiała ich do dalszego prowadzenia biznesu i oferowała albo dodatkowe pieniądze w kredycie, albo obiecywała umorzenie długów. Umorzenie nie nastąpiło, a długi rosły. Franczyzobiorcy Muszkieterów twierdzą, że na tzw. „spotkaniach narodowych” kolejni prezesi Muszkieterów twierdzili publicznie, że rozwód z siecią Intermarche zawsze jest bezbolesny, bo centrala umarza długi i zwraca aport właścicielowi. Podobno aderoni mają te wystąpienia nagrane i grożą sądem, podają też przykłady sklepów i miast, gdzie do takiego korzystnego dla nich rozliczenia doszło. Problem tylko w tym, że to pojedyncze przypadki sprzed lat, gdy rynek wyglądał zupełnie inaczej. Franczyzobiorcy Intermarche skarżą się na zarząd, który według nich zmienił zdanie i teraz twierdzi, że rozliczenie to indywidualna sprawa każdego sklepu. Grupa protestujących właścicieli sklepów rzeczywiście nie jest jednorodna, a ich problemy mają różną skalę. Są wśród zbuntowanych aderonów przedsiębiorcy, którzy zamknęli sklep zgodnie z wolą centrali i tacy, którzy zrobili to wbrew jej woli. Jest grupa, która czeka cierpliwie na rozliczenie z Muszkieterami – choć ten proces niepokojąco się przedłuża już nawet do ponad roku – i taka, która niczym związek zawodowy z kopalni żąda wszystkiego: umorzenia długów sklepu, a nawet zwrotu aportu, który wnieśli do spółki prowadzącej sklep. To tak jakby uznać, że prowadzenie biznesu powinno być zupełnie pozbawione ryzyka. Ale jak twierdzą protestujący – zwrot zainwestowanych pieniędzy im się należy, bo rzekomo to publicznie obiecano – choć w żadnej umowie franczyzy Muszkieterów takiej obietnicy nie znajdziemy. Różna jest też struktura długów. Część właścicieli sklepów ma długi wobec dostawców i np. ZUS, część tylko wobec centrali Muszkieterów (za czynsz pobierany od sklepu).

Jak konflikt z aderonami chce rozwiązać centrala sieci Intermarche, jak reaguje na protesty? No właśnie… trochę jak struś. Polska Organizacja Franczyzodawców, która zrzesza wiele znanych firm, w tym obie muszkieterskie marki Intermarche i Bricomarche – jeszcze pod koniec października wysłała do zarządu Intermarche kilkanaście pytań o przyczynę i charakter konfliktu. Zaproponowała też mediacje. Do dnia 21 listopada żadna oficjalna odpowiedź od Muszkieterów nie nadeszła. Dlatego nie sposób obiektywnie ustalić faktycznej skali protestu, nie wiadomo, czy odejście zbuntowanych aderonów może zachybotać całą siecią czy nie. Redakcja Franchising.pl spróbowała dowiedzieć się czegoś na własną rękę i z naszych przecieków wynika, że zarząd szykuje raczej twarde stanowisko – francuski nadzór polskich Muszkieterów nie zamierza ustępować pod naporem medialnych informacji. A reszta to już rynkowe plotki. Na korytarzach firmy w Swadzimie pod Poznaniem krążą zarzuty wobec części protestujących aderonów, którzy rzekomo mieli świadomie doprowadzić do długów w niektórych sklepach. Intermarche działa w dużym uproszczeniu jak spółdzielnia franczyzobiorców, to oni sami rządzą siecią stając się dyrektorami poszczególnych pionów. Stąd de facto konflikt centrali z grupą franczyzobiorców jest konfliktem w rodzinie. Tu wszyscy o sobie wszystko wiedzą i nie zawahają się tej wiedzy użyć. „Skoro tak jest w sieci źle – pyta retorycznie przeciwnik zbuntowanych  to dlaczego w ostatnim roku franczyzobiorcy Intermarche wypłacili sobie ponad 90 mln zł w formie wynagrodzeń i dywidend?”.

Na polskich aderonach Intermarche zrobiła wrażenie niedawna informacja z Francji, tam Muszkieterowie z dnia na dzień sprzedali przeżywającą kłopoty sieć restauracji Czerwony Pieprz. Franczyzobiorcy do końca byli zapewniani przez centralę, że zostaną w sieci, że nic się nie zmieni, że zarząd szykuje plan ratunkowy. I nagle z zaskoczenia dowiedzieli się, że już nie są w grupie Muszkieterów. Niektórzy właściciele polskich sklepów uważają, że podobny manewr planowany jest przez Francuzów w Polsce; że sieć Intermarche zostanie sprzedana i rozliczać będą się musieli już z innym właścicielem.

Dziś jedno jest pewne rekrutacja nowych franczyzobiorców do polskiej sieci Intermarche wciąż trwa. Francuski zarząd choćby tym gestem sugeruje, że nic złego się nie dzieje. Na początku grudnia we Francji ma się odbyć huczna impreza z okazji 50-lecia Muszkieterów oraz kolejne tzw. „spotkanie narodowe” aktywnych franczyzobiorców polskiego Intermarche. Coś tak czuję, że bez reporterów śledczych TVP żadna z tych imprez się nie obejdzie…

Jeśli pojawi się oficjalne stanowisko zarządu Muszkieterów lub napłynie nowa informacja od grupy zbuntowanych aderonów - opublikujemy ją w kolejnych artykułach.


Karol Kaczmarek, konsultant ds. franczyzy w PROFIT system / "Duże firmy, które wobec swoich franczyzobiorców wypełniają czasem rolę banków – pożyczając pieniądze czy poręczając inwestycję, a tak robi Intermarche – mogą być dla franczyzobiorców zrządzeniem losu w okresie prosperity (łatwiej biorcy dostać brakujące pieniądze na atrakcyjnych warunkach), ale w okresie kryzysu taka firma-niby-bank może zbyt długo przedłużać agonię nieopłacalnych, a kredytowanych przez siebie podmiotów po to np. żeby nie zmniejszać skali obrotu dla całej sieci albo nie musieć tłumaczyć się ze strat wewnątrz własnej struktury. A czas przy restrukturyzacji ma zasadnicze znaczenie".