Żłobek: Inwestycja pod opieką

Biznes regulowany
Biznes regulowany / Założenie żłobka wymaga wpisu do rejestru żłobków i klubów dziecięcych. Najtrudniejszym aspektem formalnym jest jednak spełnienie wymogów lokalowych – rozporządzenia regulują nawet takie kwestie, jak ilość powietrza dostępnego dla podopiecznych.
Środa
04.12.2019
Prowadzenie żłobka to biznes o wiele trudniejszy, niż mogłoby się wydawać. Nie tylko z powodu formalności, przez których gąszcz trzeba się przedrzeć, by w ogóle wystartować.
 

Osiem na dziesięć żłobków i klubów dziecięcych zakładanych jest przez prywatnych przedsiębiorców. I mimo dość hojnych dotacji publicznych, nadal w ponad 70 proc. gmin w Polsce brak jest jakichkolwiek instytucji opieki nad dziećmi w wieku do lat trzech. Zachęty finansowe nie zmieniają bowiem faktu, że prowadzenie żłobka to trudny kawałek chleba. Wyśrubowane wymogi prawne i klienci z wysokimi oczekiwaniami sprawiają, że wielu przedsiębiorców z miejsca porzuca pomysł wejścia na ten rynek. Jednak ci, którzy podejmują wyzwanie i odniosą sukces, mogą liczyć na satysfakcję – nie tylko materialną, ale też cenniejszą, o charakterze moralnym.

Zacznij od przepisów

Otwarcie żłobka wymaga spełnienia określonych standardów lokalowych i sanitarnych, wyznaczanych przez rozporządzenia Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Przepisy wyznaczają nie tylko standard wykończenia pomieszczeń, ale też ich dopuszczalną wielkość. Każde pomieszczenie, w którym planowany jest zbiorowy pobyt od trojga do pięciorga dzieci, musi mieć co najmniej 16 m2. Na każdego kolejnego podopiecznego metraż powinien zostać powiększony o przynajmniej 2 m2 (jeśli czas pobytu dziecka nie przekracza 5 godzin dziennie, w przeciwnym wypadku – o 2,5 m2). Pokoje muszą mieć też określoną wysokość (nie mniej niż 2,5 m2), a także temperaturę – co najmniej 20 stopni. Szczegółowo regulowane są również kwestie sanitarne, takie jak sposób wykończenia i wyposażenia pomieszczeń przeznaczonych do mycia i przewijania dzieci. Na terenie żłobka muszą się znaleźć oddzielne pomieszczenia do przechowywania odzieży oraz środków czystości. Wyposażenie i wszelkie zabawki powinny z kolei spełniać normy bezpieczeństwa i posiadać stosowne atesty.

Długa lista przepisów sprawia, że znalezienie odpowiedniego lokalu na żłobek stanowi karkołomne zadanie. Ba, dostosowanie istniejących pomieszczeń do wymogów prawnych w wielu przypadkach może wręcz okazać się mniej opłacalne niż budowa lokalu od zera. Ewa Rekosz, która z ramienia Wschodniej  nadzoruje działalność żłobka A kuku na warszawskich Bielanach, przyznaje, że w przypadku jej placówki z nieruchomością udało się dobrze trafić, ale i tak nie obyło się bez poważnych prac remontowych.
 – Wysokość pomieszczeń okazała się wystarczająca, ale i tak musieliśmy założyć wentylację, żeby sprostać wymogom dotyczącym ilości powietrza na liczbę osób w pomieszczeniu. To oznaczało koszt rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych, nie mówiąc już o wydatkach na wyposażenie i pomniejsze prace remontowe – mówi Ewa Rekosz.

Uruchomienie placówki pochłonęło łącznie ok. 400 tys. zł, z czego ok. 300 tys. zł kosztował projekt architektoniczny i remont, a reszta została przeznaczona na zakup mebli i wyposażenia. Punkt powstał dzięki dotacjom z Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki, ale to nie jedyna szansa na zdobycie funduszy na tego rodzaju działalność. Przedsiębiorcy rozważający otwarcie żłobka powinni również zainteresować się rządowym programem Maluch plus. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej na swoich stronach co rok aktualizuje informacje dotyczące wymagań i korzyści związanych z przystąpieniem do programu. Warto tam zajrzeć, tym bardziej że już po otwarciu żłobka można ubiegać się o bieżące dotacje, których wartość uzależniona jest od liczby miejsc opieki w placówce.

Koordynator A kuku tłumaczy, że w tej branży nie warto za wszelką cenę szukać oszczędności, próbując na przykład ominąć część przepisów. Zarówno przed otwarciem, jak i w trakcie prowadzenia działalności możemy spodziewać się częstych kontroli.
 – Odwiedzi nas zarówno straż pożarna, jak i sanepid, a nawet przedstawiciele ministerstwa, jeśli przedsięwzięcie było realizowane przy udziale środków publicznych. Kontrole są bardzo skrupulatne, a niedopełnienie obowiązków ustawowych może skutkować brakiem pozwolenia na rozpoczęcie działalności. W biznesie, który wymaga setek tysięcy złotych na start, każdy tydzień zwłoki jest bardzo kosztowny – podkreśla Ewa Rekosz.

Żłobek z górnej półki

Założenie żłobka wymaga wpisu do rejestru żłobków i klubów dziecięcych prowadzonego przez wójta, burmistrza lub prezydenta miasta (w zależności od miejscowości, w której planujemy prowadzić działalność). Do rejestracji potrzebny będzie numer PESEL, NIP i REGON (o ile wnioskodawca je posiada), oświadczenie o tytule prawnym do lokalu oraz o tym, że spełnia on wymogi zapisane w rozporządzeniu. Osoba fizyczna składa dodatkowo oświadczenie o niekaralności za przestępstwo popełnione umyślnie. Przy składaniu wniosku trzeba będzie również wnieść opłatę. Ustala ją gmina, ale nie powinna ona być wyższa niż połowa minimalnego wynagrodzenia – czyli 1 050 zł w 2018 roku.

Na dobrą sprawę żłobek da się zorganizować również w mieszkaniu. Jeśli jednak chcemy wyróżnić się na rynku i urządzić placówkę z prawdziwego zdarzenia, powinniśmy poszukać odpowiedniego lokalu i popracować nad strategią i wizerunkiem. Twórczyni A kuku przyświecała idea, by stworzyć żłobek „z górnej półki”, w którym wszystko będzie na możliwie najwyższym poziomie.
 – Do takiego pomysłu skłoniły mnie złe doświadczenia z przedszkola, do którego chodziła moja córka. Chciałam, żeby w A kuku dzieci miały do dyspozycji wysokiej jakości zabawki, meble i inne sprzęty. To niestety w oczywisty sposób przełożyło się na wzrost kosztów inwestycji – tłumaczy Ewa Rekosz. 

Czesne w A kuku są na poziomie 1,2 tys. zł. Do tego dochodzi ok. 200 zł za wyżywienie (placówka nie ma własnej kuchni, korzysta z cateringu). Żłobek ma powierzchnię 200 m2 i pozwolenie na opiekę nad 38 dziećmi. I tylu właśnie jest podopiecznych.  
 – W kolejce do zapisów czeka każdego roku po kilka, kilkanaście rodzin. Niestety, więcej dzieci nie jesteśmy w stanie przyjąć – tłumaczy Ewa Rekosz.

W rozkręceniu biznesu pomogła trafiona lokalizacja – pobliskie osiedla zamieszkałe przez liczne rodziny z małymi dziećmi szybko stały się źródłem klientów. Nie bez znaczenia są też ułatwienia komunikacyjne, jak choćby liczne miejsca parkingowe przy pobliskiej ulicy.
 – Na początku posługiwaliśmy się tradycyjnymi metodami reklamowymi, jak choćby ulotki, ale z czasem zaczął działać marketing szeptany. Zaczęliśmy działalność w 2013 roku, kolejne roczniki opuszczają naszą placówkę, a często zdarza się, że na ich miejsce przychodzi młodsze rodzeństwo – opowiada Ewa Rekosz.

Miejsce tworzą ludzie

Opieka nad dziećmi wymaga jednak nie tylko właściwego zaplecza lokalowego. Atmosferę i jakość takiego miejsca tworzą ludzie. Zgodnie z prawem jeden opiekun może czuwać maksymalnie nad ośmiorgiem dzieci. Kto choć raz miał okazję zajmować się dwójką dwulatków jednocześnie, ten wie, że przelicznik zapisany w rozporządzeniu brzmi jak ponury żart. Dlatego placówki chcące zagwarantować klientom wysoki poziom obsługi zwiększają swoje kadry. W A kuku na każdą z trzech grup wiekowych przypada inna liczba opiekunek, średnio jedna osoba na pięcioro dzieci. Wszystkie panie mają wyższe wykształcenie pedagogiczne ze specjalizacjami uprawniającymi je do pracy z dziećmi. Wśród nich jest również osoba z dyplomem pielęgniarki, której obecności (i to na etacie) również oczekuje ustawodawca.
 – Dopiero wykwalifikowana kadra pozwala nam zaproponować rozbudowany program zajęć. Mamy w ofercie m.in. naukę języka angielskiego, tańce, dogoterapię i wiele innych działań edukacyjnych, program zmienia się co miesiąc. Przykładam jednak dużą wagę do tego, by dzieci nie przeładować zajęciami. Nasi podopiecznie przede wszystkim się bawią, a program edukacyjny realizujemy w ten sposób, by dzieci się nie zorientowały, że tak naprawdę się czegoś uczą – mówi Ewa Rekosz.

Opiekunowie A kuku regularnie sporządzają raporty z zajęć, prowadzą dzienniki. Placówka współpracuje z logopedą oraz psychologiem, którzy, jeśli zachodzi taka potrzeba, dzielą się swoimi spostrzeżeniami na temat dzieci z ich rodzicami. Taka informacja zwrotna jest szczególnie cenna – w końcu klienci powierzają personelowi żłobka swój największy skarb. I trudno się dziwić, że kontakty z nimi bywają trudne.
 – Szczególnie problematyczne są sytuacje, w których rodzice nie przyjmują do wiadomości, że ich pociecha ma pewne trudności i warto się na nich skupić, a wręcz zasięgnąć porady specjalisty. Mieliśmy też wielu rodziców, którzy byli psychicznie nieprzygotowani na oddanie dziecka do żłobka i po dwóch dniach adaptacji potrafili zabrać je do domu – opowiada Ewa Rekosz.

Ale jest i „smutniejsza grupa”. Tworzą ją rodzice, którzy najchętniej oddaliby swoje dzieci do żłobka czy przedszkola i odebrali po maturze. Bywa, że zapracowani klienci notorycznie spóźniają się, gdy po pracy mają o określonej godzinie odebrać dziecko z placówki. Tymczasem przepisy wyraźnie stanowią, że dziecko może przebywać w takim miejscu jak żłobek do dziesięciu godzin dziennie.
 – Nie pomaga nawet wprowadzanie opłaty karnej za spóźnienia. A przecież nie chodzi tylko o czas pracowników, ale przede wszystkim o dobro dzieci, które już i tak większość czasu spędzają poza domem – żali się koordynator A kuku.

Dlatego prowadzenie żłobka wymaga zarówno sporych umiejętności organizacyjnych, jak i negocjacyjnych. Zdolności interpersonalne przydadzą się jednak nie tylko zarządzającym, ale też samym opiekunom. Dlatego na etapie rekrutacji warto zajrzeć nie tylko w CV, ale też postarać się bliżej poznać charakter kandydata. Tym bardziej że dyplom z pedagogiki nie musi iść w parze z wewnętrznym ciepłem, empatią i cierpliwością. A bez tych cech trudno pracować z dziećmi.
 – Żłobek to nie fabryka guzików. Mamy do czynienia z bardzo cenną i delikatną materią – podkreśla Ewa Rekosz. I dlatego zarządzanie wyłącznie z perspektywy Excela to w tym biznesie o wiele za mało.

Artykuł pochodzi z numeru 1/2018 miesięcznika "FRANCHISING".


Grzegorz Morawski
dziennikarz

POPULARNE NA FORUM

Akademia Bystrzaka

Witam serdecznie Zastanawiam się nad Akademia Bystrzaka. Macie jakieś doświadczenia?

1 wypowiedzi
ostatnia 21.02.2020
Wirtualna Asystentka?

Moja siostra i jest bardzo zadowolona. Z tego co wiem to swój poczatek miała po kursie Poli Sobczyk z Barand Assist. I potem zaangażowała się w to całkowicie i dziś...

2 wypowiedzi
ostatnia 10.02.2020
Wirtualna Asystentka?

Czy ktoś może pracuje jako WA i może podzielić się opinią? Zastanawiam się nad taką pracą. Znalazłam kilka kursów od Poli Sobczyk właśnie dla Asystentek i wygląda...

2 wypowiedzi
ostatnia 07.02.2020
Czy warto zainwestować w szkołę językową?

Moim zdaniem warto. Jestem pewien, że znajomość języka angielskiego na pewno ci się przyda w przyszłości. Znając jakiś język obcy możesz też starać się o lepszą...

21 wypowiedzi
ostatnia 14.11.2019
Z korepetytora na dyrektora

Fajny artykuł o ciekawej historii. Trzeba przyznać, że pomysł jest dość oryginalny i na pewno jest na to zapotrzebowanie. Sama chodziłam na korepetycje z matmy, więc...

3 wypowiedzi
ostatnia 21.09.2018
Z korepetytora na dyrektora

Hm, ciekawe - i pracować z dziećmi mogą osoby bez przygotowania pedagogicznego? Trochę to dziwne...

3 wypowiedzi
ostatnia 05.09.2018
Szkolenia biznesowe?

Jasne, że się opłaca! W ogóle branża szkoleniowa daje dużo satysfakcji - i organizatorom, i uczestnikom :)

2 wypowiedzi
ostatnia 05.09.2018
Firma szkoleniowa - pomysły na aktywizację uczestników

Jest dużo metod - praca projektowa, case study. Dobre efekty daje też odrobina rywalizacji na zajęciach :)

5 wypowiedzi
ostatnia 05.09.2018