Nowe oczekiwania / Kiedyś przebierano noworodki za żabki czy pszczółki, dzisiaj fotografowie noworodkowi stawiają na naturalność i emocje.
Poniedziałek
08.03.2021
Fotograf noworodkowy musi mieć dobre oko i cierpliwość do maluchów. Specjalistów przybywa, ale każdy znajduje swoje miejsce na tym rynku.
 

Zainteresowanie sesjami noworodkowymi wśród świeżo upieczonych rodziców jest coraz większe. Idzie za tym również podaż. Coraz więcej fotografów specjalizuje się w tym kierunku. To przeważnie mamy, które podczas urlopu rodzicielskiego zapragnęły uwiecznić swoją pociechę. Okazało się jednak, że zrobienie dobrego zdjęcia maluchowi wcale nie jest takie proste.  

Biznes na urlopie

Tak zaczynała Aleksandra Raczyńska, właścicielka marki Noworodkowo.pl. 

– Aparat zawsze był mi bliski. Po narodzinach córki zaczęłam robić częściej zdjęcia. Najpierw jej, potem rodzinie i znajomym. Byłam na urlopie macierzyńskim, więc mąż stwierdził, że mogłabym się doszkolić i zająć tym zawodowo. Dopiero kiedy zaszłam w drugą ciążę, poszłam na pierwszy kurs fotografii noworodkowej. Tak się zaczęło – opowiada Aleksandra Raczyńska.

Podobnie wyglądały początki w zawodzie Magdaleny Skrzypczak, która od sześciu lat jest fotografem noworodkowym. Wcześniej pracowała jako grafik komputerowy.

Robiłam zdjęcia produktowe, więc z fotografią byłam obeznana. Miałam nawet lustrzankę. Jak urodził się mój syn, to postanowiłam, że kupię nowy obiektyw i zrobię mu piękne zdjęcia. Nie było to jednak takie proste, jak mi się wydawało. Postanowiłam doszkolić się w tej dziedzinie. Wydawało mi się, że to dobry pomysł na podreperowanie rodzinnego budżetu, dopóki zajmuję się w domu dzieckiem.  Poszłam na kurs, a potem zaczęłam się rozwijać w tym kierunku. Zainwestowałam w studio, w rekwizyty i popłynęłam z prądem – opowiada Magdalena Skrzypczak. 

Ilona Szymańska, właścicielka firmy Najka.pl, też pierwsze zdjęcia noworodkowe robiła własnemu dziecku. Profesjonalnie zajęła się tym w 2009 roku. 
W branży jestem już więc od jedenastu lat. Kiedy zaczynałam, w Warszawie były jeszcze trzy fotografki, które robiły zdjęcia noworodkom. Dzisiaj jest ich około 100 – mówi Ilona Szymańska. 
Dodaje, że konkurencja rośnie, ponieważ coraz więcej rodziców chce robić swoim maluchom profesjonalne sesje fotograficzne, a wiele mam będąc na urlopie macierzyńskim, stwierdza, że to ciekawe zajęcie i próbuje swoich sił w branży. 

Bez pasji ani rusz

Na rynku wciąż jednak znajdzie się miejsce dla nowych osób. Potrzeba chęci i determinacji. Ilona Szymańska wspomina, że kiedy 11 lat temu poszła na kurs fotografii Jakuba Cegielskiego i wspomniała o tym, że chce robić zdjęcia dzieciom, prowadzący nie wróżył jej sukcesu.

Powiedział, że wszyscy chcą robić zdjęcia dzieciom. A po roku zadzwonił z prośbą o wspólne zorganizowanie warsztatów fotografii dziecięcej. Teraz jestem jego uczennicą, którą zawsze pokazuje jako wzór tego, że jak ktoś chce się czemuś poświęcić, to nic nie stoi na przeszkodzie – opowiada Ilona Szymańska. 

Ponadto każdy klient ma inne oczekiwania, a każdy fotograf swój indywidualny styl. 

Klienci mają dzisiaj duże możliwości wyboru, jeśli chodzi o styl danego fotografa. Mogą wybrać ten, który jest najbliższy ich upodobaniom. Fotografia noworodkowa cały czas się rozwija, kiedyś przebierano noworodki za żabki czy pszczółki, dzisiaj stawiamy na naturalność i emocje – mówi Aleksandra Raczyńska.

Fotografowania teoretycznie można się nauczyć, ale naprawdę dobre zdjęcia robią tylko ci, którzy mają pasję.

– W przypadku fotografii noworodkowej dodatkowo potrzeba dużo cierpliwości i miłości do maluchów.  Sesje z nimi potrafią trwać kilka godzin, zdarza się, że dziecko płacze i trzeba je uspokoić, poczekać, aż się rozluźni. Nie można być nerwowym. To praca, która ma nam dawać radość – tłumaczy Aleksandra Raczyńska. Dodaje, że konieczne jest uświadomienie sobie, że to maluchy są kierownikami sesji i to one dyktują warunki. 

Niezbędne umiejętności

Kolejna sprawa to umiejętność obchodzenia się z maluchami. Tego można się nauczyć na specjalnym kursie, ale dobrze też mieć po prostu własne doświadczenie, czyli być rodzicem.

Nie można kupić aparatu i z marszu zacząć robić zdjęcia noworodkom. Trzeba iść na specjalne warsztaty, nauczyć się potrzeb maluszków i tego, jak układać je do zdjęć. Tutaj priorytetem jest bezpieczeństwo noworodka. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś nieświadomy tego, jak można dziecko układać, próbował to robić. Zwłaszcza że zdjęcia tych maluchów to czasem kompozycje – mówi Magdalena Skrzypczak.

Często dzieci są wkładane do różnych rekwizytów – wiaderek czy kubeczków. – Musimy mieć na tyle dużo wiedzy i doświadczenia, żeby przede wszystkim nie zrobić dziecku krzywdy, ale też przeprowadzić sesję szybko i sprawnie, tak, żeby dziecka nie męczyć. Taką sesję można zrobić w ciągu godziny i to w taki sposób, żeby dziecko wcale tego nie odczuło – mówi Ilona Szymańska.

Przy tym w tej branży zdecydowanie dominują kobiety. 
Mam wrażenie, że mamy, które przychodzą na sesje, czują do kobiet większe zaufanie. A i same kobiety fotografki czują się w tej specjalizacji jak ryby w wodzie – mówi Pamela Oleszczuk, właścicielka firmy Pamela Fotografuje.

Niełatwy zarobek

Pomimo dużej konkurencji, fotografowanie dzieci to wciąż biznes, na którym można dobrze zarobić. Wszystkie fotografki, z którymi rozmawialiśmy, utrzymują się tylko z tego zajęcia. W przypadku większości z nich aż 90 proc. ich klientów to noworodki. Ale dochody często trzeba zdywersyfikować, dlatego robią też zdjęcia starszych dzieci i sesje ciążowe.

Jest takie powiedzenie: jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Specjalizacja w naszej branży jest bardzo ważna. Jeżeli skupiamy się na jednym rodzaju fotografii, to możemy być w tym najlepsi. Nie można się za bardzo rozdrabniać, choć można działalność rozwinąć np. o sesje rodzinne. W moim przypadku 90 proc. klientów to noworodki, ale przychodzą też do mnie mamy w ciąży na sesje brzuszkowe, niemowlaki i roczniaki. Poza zakres fotografii rodzinnej nie wychodzę – mówi Magdalena Skrzypczak. 

Pamela Oleszczuk przyznaje, że nie zna fotografa, który robiłby wyłącznie zdjęcia noworodkom. – Dodatkowo wykonuje się sesje ciążowe, rodzinne, świąteczne. Fotografowie z dużym doświadczeniem organizują też warsztaty dla tych młodszych stażem – mówi Pamela Oleszczuk.

Jeśli chodzi o zarobki, to początkujący fotograf ma stawkę średnio 500 zł za 10 zdjęć. W przypadku starszych stażem może to być 650 zł za taki pakiet albo 800 zł za 15 fotografii. Dobrze jest mieć przynajmniej kilka sesji w tygodniu, żeby żyć z fotografii. 

Początkowa inwestycja w ten biznes nie jest wysoka. Wystarczy lustrzanka, jeden obiektyw i uczestnictwo w warsztatach. Wszystko może zamknąć się w kwocie 10 tys. zł. Wiele fotografek na początku nie organizuje własnego studia, tylko dojeżdża do klientów. – Później, jak już wiemy, jak chcemy pracować, z jakim światłem, to zaczyna się inwestować i rozwijać w konkretnym kierunku – mówi Aleksandra Raczyńska.

Wtedy z tych 10 tys. zł robi się kilkakrotnie wyższa kwota. Oprócz sprzętu do fotografowania, programu do obróbki zdjęć, trzeba też wyposażyć studio i zainwestować w odpowiedni marketing, tak, żeby przyciągnąć do siebie klientów. – Fotografia to biznes, który ludzie mylą z łatwym zarobkiem. Wydaje im się, że wystarczy umówić się na sesję i cyknąć kilka fotek parze czy rodzince z dziećmi. A tak naprawdę wymaga to mnóstwa pracy – mówi Pamela Oleszczuk.

Jest od kogo się uczyć

Niewątpliwie jednak dzisiaj łatwiej wgryźć się w ten temat niż kiedyś. – Jest dużo kursów, większy wybór i dostępność sprzętu, który jest też przystępny cenowo – zauważa Magdalena Skrzypczak. W branży mocno namieszała pandemia. W czasie jej pierwszej fali fotografowie praktycznie utracili wszystkie zlecenia, chociaż nikt im nie zakazał pracy. Rodzice małych dzieci bali się przyprowadzać maluchy. Podczas drugiej fali sytuacja się trochę ustabilizowała. Wszyscy przyzwyczaili się do nowej sytuacji i zaczęli wracać do normalnych aktywności. 

My jako fotografowie noworodkowi zawsze musieliśmy dbać o higienę i dezynfekcję. Od zawsze po każdej sesji dezynfekujemy rekwizyty, pierzemy kocyki i ubranka. Jedyne, co dodałam w czasie pandemii, to praca w maseczce – mówi Magdalena Skrzypczak.

Wciąż jednak wielu fotografów czeka na powrót normalności. Sesje noworodkowe są szczególnie wrażliwe na podobne zdarzenia, ponieważ mamy tu do czynienia z dziećmi do 14. dnia życia. Nic dziwnego, że rodzice się obawiają. Z drugiej strony, taką sesję nie bardzo można przełożyć. Jak się jej nie zrobi w ciągu pierwszych dni życia dziecka, to nie zrobi się takiej już nigdy. 


Magda Skrzypczak, fotograf noworodkowy / "Maluchy są kierownikami sesji fotograficznych i to one dyktują warunki. Trzeba się dostosować do ich potrzeb. Jak chcą jeść, to robimy przerwy. Jak nie lubią leżeć na brzuchu, to muszę przearanżować scenkę tak, żeby zrobić zdjęcia na plecach".
Dominika Pronarska
dziennikarz