Czwartek
01.07.2021
– Mam coraz więcej naśladowców, którym wydaje się, że prowadzę biznes łatwy i przyjemny. Nic podobnego – mówi Anka Dziedzic trenerka i blogerka.
 

Instruktorka fitness, narciarstwa, nauki pływania i tenisa. Trenerka personalna z ukończonym kursem dietetyki. Uparta góralka z urodzenia – połączenie tego wszystkiego to przepis na zawodowy sukces? Podobno sportowcy świetnie sprawdzają się w biznesie, bo silnie zmotywowani dążą uparcie do sukcesu? Czyli… jest im łatwiej?

(Śmiech) Coś w tym jest, ale nie do końca. Sukces w biznesie to przede wszystkim ciężka praca, dobry pomysł i naturalność oraz szczerość w tym, co robimy - szczególnie jeśli praca związana jest z pokazywaniem publicznie swojego wizerunku. Prawdą jednak jest to, że sport towarzyszy mi od dziecka. O tyle mi pomógł, że dyscyplina i obowiązkowość, czyli pewne wzorce, które wykreował we mnie sport, przyczyniły się do tego, że dużo łatwiej jest mi prowadzić biznes. Miłość do sportu „wyniosłam” z domu. Mój tata był mistrzem w zapasach, trenował też wyczynowo lekkoatletykę. Ja ostro trenowałam pływanie, doszłam do mistrzostw Polski. Tata jednak odradził mi uprawianie sportu wyczynowo, sugerował, aby był on raczej „dodatkiem”. Posłuchałam. I nie żałuję. Sport jest obecny u mnie zawodowo oraz… w domu. Wspólnie z mężem Dawidem i dwoma córkami, Leną i Polą, staramy się żyć aktywnie, m.in. pływamy, wspólnie jeździmy na nartach, rolkach, biegamy. 

Kiedy pojawił pomysł, aby połączyć pasję i miłość do sportu z biznesem?

W naturalny sposób, kiedy spodziewałam się pierwszego dziecka. To znaczy, wtedy pojawiła się iskra, która coś we mnie zapaliła (śmiech). Zauważyłam lukę na rynku, jeśli chodzi wsparcie dla przyszłych mam, które chcą żyć aktywnie i nie rezygnować z aktywności fizycznej mimo rosnącego brzuszka. Oczywiście, jednak nie było to tak, że pojawił się pomysł i szybka jego realizacja. Od tego momentu, kiedy zakiełkowała mi ta myśl i zaświeciła się lampka do założenia w przyszłości firmy, minęło sporo czasu. Ostatecznie Platforma Treningowa FitAnka.pl powstała trzy lata temu, jednak wcześniej edukowałam się u fizjoterapeutów, swoje przemyślenia i rady dla innych pań w ciąży wrzucałam do internetu, opisywałam na blogu – szybko powiększało się grono kobiet, które przyglądały się temu, co robię. Ale zaznaczam, że wtedy nie był to jeszcze biznes, bardziej chęć podzielenia się swoimi przemyśleniami z osobami, które są na tym samym etapie życia. Potem przyszła druga ciąża. W naturalny sposób i zupełnie za darmo stałam się bardzo wiarygodną pierwszą trenerką przyszłych mam (śmiech). Kobiet, które obserwowały mnie w internecie, szybko przybywało. Nie myślałam jednak jeszcze o żadnym biznesie, bo moje dziewczynki były w okresie „maluchowatym”, ich wychowanie było najważniejsze. Pomysł na połączenie tego, co robię w wolnym czasie z zawodowym zajęciem, pojawił się trzy lata temu, w 2018 roku. Aby firma miała sens, to, co musiałam przede wszystkim zrobić, to rozszerzyć moją grupę docelową na każdego, kto chce się ruszać, żyć zdrowo i aktywnie, czyli już nie tylko przyszłe i świeżo upieczone mamy, ale tak naprawdę wszyscy, zarówno dorośli, jak i dzieci. Wiele pod kątem reklamy i wiarygodności dały mi transmisje LIVE na Facebooku, które właśnie wtedy się pojawiły. Zaczęłam pokazywać ćwiczenia na żywo, za darmo. Oglądało mnie nieraz po kilka tysięcy osób! Grupa rosła, co oznaczało, że dziewczyny chcą ze mną ćwiczyć. W wiadomościach, które do mnie wysyłały, pisały, że cenią mnie za moją naturalność i za to, że niczego nie owijam w bawełnę. Były już na rynku inne trenerki „przez internet”, ale skoro mimo tego i ja byłam chętnie oglądana, pomyślałam o następnym kroku, czyli przekształceniu hobby w biznes. Powstała platforma treningowa FitAnka.pl i związana z nią mobilna aplikacja. Cały czas ją rozwijamy. Wkrótce pojawi się zakładka dotyczącą biegania oraz moduł diety dla dzieci. Aplikacja jest bardzo wszechstronna, jest na niej mnóstwo różnych tematów treningowych. 

Trzy lata i taki sukces! Nie wierzę, że od początku wszystko szło jak po maśle… 

To prawda. Jest to bardzo ciężki biznes, prowadzę go wspólnie z mężem Dawidem. Nie jest tak kolorowo, jak to wygląda np. na Facebooku. Mam to szczęście, że na swojej zawodowej drodze spotkałam fantastycznych ludzi, którzy uwierzyli w ten projekt i do których mam zaufanie. Na przykład nasz kapitalny informatyk i jednocześnie współudziałowiec w firmie. Czytelna strona i aplikacja oraz wszystkie kwestie związane z obecnością w internecie to ogromnie kosztowna kwestia z jednej strony, a z drugiej wymagająca naprawdę najlepszych z najlepszych przy tak prężnie rozwijającej się technologii. Abym ja mogła zająć się tym, w czym jestem dobra, muszę mieć wokół siebie świetnych specjalistów. Posiadamy sklep z własnymi kosmetykami, jest sygnowana naszym logo odzież, są świetne przepisy dotyczące diety… Oczywiście, po drodze były momenty zwątpienia, czy idziemy w dobrym kierunku, w co inwestować pieniądze, było przemęczenie, ogromny stres, no i oczywiście konkurencja, która cały czas nas podgląda i depcze po piętach. W chwilach zwątpienia największym wsparciem jest mój mąż, który powtarza: „Rób dobrze swoją robotę, prawda się obroni”. Stoi obok i pociesza. Głupota ludzka i hejt, które pojawiają się na mój temat w internecie, frustrują i irytują, na jakiś czas potrafią mnie nawet zdołować, bo ja zawsze gram fair play. No, ale w biznesie tak nie jest, i tego wciąż się uczę. Także tego, jak reagować na internetowe zaczepki. Świat biznesowy w internecie jest niezwykle trudny, trzeba być cały czas krok przed konkurencją, która depcze po piętach… A w tej branży konkurencja jest ogromna.

Branża w Polsce nie wspiera się? Łatwiej wtedy byłoby pokonać zarówno niezdrową konkurencję, jak i sytuacje typu pandemia, która uświadomiła chyba wszystkim branżom, że wspólne działanie może pomóc w pokonaniu przeciwności.

Biznes sportowy to trudny biznes. Nie zgodzę się ze sformułowaniem niektórych osób, że należąca do niego branża fitness wspiera się i gra do jednej bramki. Bo takie słowa też słyszałam. My trenerzy nie potrafimy się wspierać i współgrać. Jest ogromna konkurencja i rywalizacja między nami. Zupełnie inaczej wygląda to za granicą, gdzie są choćby różnego rodzaju challenge, trenerzy „wymieniają się” tzw. followersami, bronią przed nieczystymi zagraniami. W Polsce każdy jest zdany na siebie. Trzeba mieć twardy tyłek i oczy dookoła głowy, bo jeśli nie jesteśmy ostrożni, ktoś wbije nam nóż w plecy. To smutne, ale niestety prawdziwe. 

Może to dlatego, że pojawiające się co pewien czas informacje w mediach kuszą analizą oraz badaniami, że branża fitness dynamicznie się rozwija, a to oznacza pieniądze…

To prawda, tam, gdzie są pieniądze, nie ma sportowej rywalizacji i czystych zasad. Ale wchodząc w tematykę biznesu online, w każdej branży trzeba ufać tylko najbliższym i sobie. Inaczej może być różnie. Świat fitness plus internet to łakomy kąsek dla wielu. Z pozoru wydaje się to takie proste: pomysł na ćwiczenia, kamerka i internet. Jest zupełnie inaczej. Niemal każdego dnia zastanawiam się, jaki jeszcze produkt mogę stworzyć, co zrobić, aby zaskoczyć klientki, jednocześnie pamiętając o tym, że wysoko zawiesiłam sobie poprzeczkę dotyczącą jakości. Na pewno plusem jest to, że aby naprawdę dobrze zacząć i się rozwijać, przyda się kapitał finansowy. Inaczej łatwo o bylejakość. A tę szybko odbiorcy zweryfikują. Powiem szczerze, ogromne brawa dla osób, które startują bez kapitału w biznesie online. Z drugiej strony, moją siłą jest grupa docelowa klientek, którą zdobyłam jeszcze przed założeniem platformy oraz już w trakcie prowadzenia działalności. Dziś o taką lojalną grupę jest niezwykle trudno. Przebicie się przez ogrom propozycji to wyzwanie. Dodatkowo kiedyś Facebook był wielkim sprzymierzeńcem osób, które działają biznesowo online, obecnie zasięgi są mocno ucinane. To samo dotyczy YouTube'a czy Instagrama. Pomysł bez kapitału to tylko problemy. Stworzenie profesjonalnej strony internetowej i produkty digital są bardzo kosztowne. Nowe technologie otaczają nas ze wszystkich stron. I słono kosztują. To nie jest tak, że nagrywamy treningi zwykłą kamerką. Nagrania są bardzo kosztowne. 

Tym bardziej zaskakująca jest pani szczerość choćby w publicznym przyznawaniu się np. do kłopotów ze zdrowiem.  Nie bała się pani, że taka szczerość to strzał w kolano? Jest kult „idealności” od stóp do głów. Niektóre trenerki to wręcz ikony doskonałości. A pani tymczasem publicznie przyznaje, że wcale idealna nie jest…

Tak jak wcześniej powiedziałam, stawiam na szczerość w biznesie i życiu. Borykam się z kłopotami z tarczycą, a dokładnie z hashimoto oraz insulinoopornością. Sporo czasu zajęło mi, aby dojść do świetnej formy, ponieważ hormon tarczycy jest bardzo wrażliwy, reaguje na każdy nasz stan, przede wszystkim zmęczenie. Pomogły mi regularne badania, dieta oraz właściwy dobór treningów i słuchanie własnego ciała. Przez całe lata treningi „testowałam” na sobie, dwa razy przeszłam poważne przetrenowanie organizmu, kiedy z łóżka nie potrafiłam wstać, hormony tarczycy zostały całkowicie rozchwiane. Dlatego pokazuję kobietom, co robić, a czego w żadnym wypadku nie wolno. Wiele pań, które mają kłopoty z tarczycą, uważa, że nie uda im się schudnąć. Nic podobnego. Chcę pokazać, że jest inaczej i nie ma wymówek. Nie jestem lekarzem, ale mogę zasugerować pewne rady, ponieważ świetnie je rozumiem, ponieważ sama szukałam rozwiązań, jeśli coś było nie tak. Nie żałuję tego, co publicznie mówię. Pokazuję nawet „dni rozpusty” i małe grzeszki w postaci pochłonięcia całą rodzinką niezdrowego jedzenia czy lenistwa. Sport nauczył mnie tego, aby być autentyczną i pokazywać życie takim, jakie jest. Chcę być wiarygodna, a nie idealna. I właśnie chyba dlatego śledzi moje poczynania w internecie pół miliona osób, za co jestem i będę im bardzo wdzięczna. Obdarzyli mnie zaufaniem, którego nie wolno mi zawieść.

Rozmawiała Beata Rayzacher

Wywiad pochodzi z archiwalnego numeru miesięcznika "Własny Biznes FRANCHISING".


POPULARNE NA FORUM

Franczyza fitness

Witam, Czy ktoś Państwa miał okazję zostać franczyzobiorcą Studio Figura? Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad tą formą biznesu , ale nie wiem czy na pewno jest to...

1 wypowiedzi
ostatnia 15.12.2021
Zamiast etatu, własny salon urody

Biznes przyjemny i opłacalny, to super pomysł! Yasumi to znana marka więc klientki chetnie chodzą do ich babinetów...wiem bo mam trzy :)

8 wypowiedzi
ostatnia 03.08.2021
Opinie o współpracy z Yasumi

Posiadam trzy gabinety Yasumi obecnie i jestem zadowolona ze współpracy. Bardzo dużo pomagaja na początku przed otwarciem a po otwarciu również jest stała opieka. Mam...

4 wypowiedzi
ostatnia 03.08.2021
Gabinet kosmetyczny

Bardzo popularne są obecnie salony stylizacji paznokci. Niskie nakłady finansowe aby otworzyć Studio Paznokcia i łatwy dostęp do oferty szkoleniowej powoduje coraz...

33 wypowiedzi
ostatnia 15.02.2020
Trening z maszyną

Ja bym chciała z czegoś takiego skorzystać, ale ceny niestety powalają na kolana.

19 wypowiedzi
ostatnia 15.01.2020
Zamiast etatu, własny salon urody

Jeśli tylko czuje się ktoś na siłach do rozkręcania takiego biznesu i przede wszystkim, zna się na tym to jak najbardziej.

8 wypowiedzi
ostatnia 15.01.2020
Opinie o współpracy z Yasumi

Witam. Czy współpraca z yasumi się opłaca ? Zastanawiam się nad podjęciem współpracy. Proszę o odp.

4 wypowiedzi
ostatnia 02.01.2019
Manicure "pod ręką"

bez przesady

3 wypowiedzi
ostatnia 09.12.2018