Duża lub mała / Licencjodawca Organic Coffee & more chce otwierać swoje kawiarnie w dużych miastach. Wymagana powierzchnia lokalu to od 50 do 100 m kw.
Niedziela
04.11.2018
Anna Stefańczyk obserwowała rozwój konceptu Organic Coffee & more od momentu jego powstania. Aż w końcu sama zdecydowała się otworzyć ekokawiarnię we franczyzie.
 

Organic Coffee & more to sieć kawiarni, która serwuje ekologicznie certyfikowane napoje i żywność. Poza kawą czy herbatą klienci dostaną tu też m.in.: smoothies, ciasta, zupy. Obecnie sieć liczy dziewięć lokali (w grudniu otwarty zostanie kolejny). Dwa znajdujące się w Krakowie należą do Anny Stefańczyk i jej wspólniczki.
Zawsze chciałam prowadzić własną restaurację, ale nie miałam na nią pomysłu – opowiada Anna Stefańczyk. Kawiarnia była w moich marzeniach na drugim miejscu. James Hancock (współwłaściciel Organic Coffee & more  przyp. red.) jest mężem mojej koleżanki. Od początku obserwowałam, jak tworzy swój koncept kawiarni i mu kibicowałam. Tak się złożyło, że w tym samym czasie, gdy powstał pierwszy lokal Organic Coffee & more, ja też postanowiłam zmienić swój styl życia, odżywiania się.
Gdy właściciele konceptu zdecydowali się na dalszy rozwój poprzez franczyzę, Anna Stefańczyk zaczęła poważnie myśleć o otwarciu kawiarni na licencji.
 Ale poczekałam jeszcze trochę, aby zobaczyć, jak franczyza sprawdza się w praktyce w innych lokalach – śmieje się. Okazało się, że bardzo dobrze, więc w końcu zadzwoniłam do Jamesa.

Kawa w parku

Anna Stefańczyk pracowała – i nadal pracuje – w branży hotelarskiej.
 Wiedziałam więc co nieco o gastronomii. Ale okazało się, że nie wszystko – przyznaje. – James opowiedział mi porywająco o idei swoich kawiarni, ale też uczciwie przedstawił trudy pracy w gastronomii.
Aby te trudy łatwiej pokonać, franczyzobiorczyni postanowiła wejść w spółkę z koleżanką. Lokal na kawiarnię znalazły w krakowskim parku Jordana, ulubionym miejscu wypoczynku studentów, rodzin z dziećmi. Drzwi dla klientów otworzyły w październiku 2016 roku.
W tym miejscu od dawna brakowało dobrej kawy. Potrzeba była tak duża, że nie musiałyśmy organizować żadnej akcji marketingowej na otwarcie. Klienci przyszli sami, od razu – podkreśla Anna Stefańczyk.  Lokalizacja zapewnia nam gości nie tylko latem, gdy park jest miejscem spacerów, pikników, lecz także zimą, kiedy otwiera się tu popularne lodowisko.

Franczyzobiorczyni przyznaje, że największym wyzwaniem na początku było odpowiednie dopasowanie dostaw wszystkich ekologicznych produktów. Dostaliśmy listę dostawców od franczyzodawcy, ale nie dla wszystkich z nich Kraków był tak samo blisko, jak Warszawa. Niektórzy mówili, że mogą dowieźć zamówienie tylko raz w miesiącu. A my nie miałyśmy jeszcze na tyle doświadczenia, by wiedzieć, jak duże to zamówienie powinno być – relacjonuje Anna Stefańczyk.  Gdy z czasem okazało się, że mamy bardzo duży ruch i zamawiamy dużo i często, dostawcy sami zaczęli do nas przyjeżdżać, i to nie raz w miesiącu, ale dwa razy w tygodniu.

Zapracowały na sukces

Licencjodawca Organic Coffee & more chce otwierać swoje kawiarnie w dużych miastach. Wymagana powierzchnia lokalu to od 50 do 100 m2 (choć można też otworzyć kawiarnię tylko w opcji take away i wówczas wystarczy nawet 10 m2 powierzchni). Szacunkowe koszty inwestycji wynoszą od 100 do 200 tys. zł. Jednorazowa opłata za przystąpienie do sieci wynosi 16 tys. zł. Miesięczna opłata franczyzowa to 5 proc. od obrotu oraz dodatkowo 2 proc. na marketing.

We wrześniu tego roku franczyzobiorczynie z Krakowa otworzyły swoją drugą kawiarnię pod szyldem Organic Coffee & more.
Szukałyśmy równie niebanalnej lokalizacji, poza głównymi ulicami, gdzie wszędzie pełno jest sieciówek – podkreśla Anna Stefańczyk.  I znalazłyśmy ją w muzeum sztuki Kantora, czyli Cricotece.
Wspólniczki starają się być w swoich kawiarniach codziennie – jeśli nie po to, by stanąć za barem, to by chociaż przysiąść się do stałych klientów, porozmawiać, napić się z nimi kawy. Oprócz prowadzenia kawiarni obydwie nadal pracują na etatach w całkiem innych branżach, mają rodziny, dzieci. Na brak zajęć więc nie narzekają. Ale nie ukrywają, że prowadzenie kawiarni dają im ogromną satysfakcję.
 W Parku Jordana przed kawiarnią mamy dużą łąkę. Kupiłyśmy 100 leżaków i latem już do godz. 13 wszystkie są rozłożone i każdy z siedzących na nich ludzi pije naszą kawę czy smoothie lub je nasze ciastko. Przyjemnie na to patrzeć i myśleć, że to nasz własny sukces – uśmiecha się Anna Stefańczyk.


Kawa i nie tylko / Poza kawą czy herbatą klienci kawiarni dostaną też m.in.: smoothies, ciasta, zupy. Obecnie sieć liczy dziewięć lokali (w grudniu otwarty zostanie kolejny).